Kto tu bywa, wie, skąd się wzięła jejusmargaryna. Ale nawet jeśli nie wie, skąd znam to słowo, to zna jejusmargarynę, bo każdy taką w swoim świecie (przynajmniej jedną) ma…

Jejusmargaryna to smak, który zmienia optykę, rzeknę więcej - stawia świat na głowie, rzeknę jeszcze więcej - rozbiera świat do naga i ubiera go w nowe odzienie, człowieka zostawiając sam na sam z nieznanym doznaniem. A człowiek, co w jego naturze, przerzuca tę nowość z ręki do ręki, z myśli do myśli jak gorącego kartofla i poszukuje paraleli - czy ja to znam, z czym to mam porównać, do czego to podobne? Jejusmargaryna wytrąca z ręki broń, jaką jest przyzwyczajenie… Jejusmargaryną jest na przykład konfitura z porto*, czyli z wina. Już konsystencja - słodka i gęsta oszałamia i wabi. Samo porto w winnej postaci jest wynalazkiem na miarę koła, za to konfitura jest podniesieniem do potęgi aromatu i słodyczy. Jak magdalenka Marcela prowadziła do dzieciństwa, tak portokonfitura prowadzi mnie wąską ścieżyną w drugą stronę - w świat jeszcze do zdobycia i łupów, które są do zagarnięcia. Przez moment samo patrzenie wystarczy - karminowa kropla na pleśnowym serze. Błyszczy lakową czerwienią, droczy się ze mną (wyglądam przecież jak zwykły dżem:), próbuje odroczyć, co nieuniknione (pobłyszczę się jeszcze, a ty na mnie popatrz:). Nie ma siły na jejusmargarynę - kwestia wymaga rozstrzygnięcia. Pleśniowy dym sera i szlachetny cukier porto. Ech, wiruje kula ziemska, w ciemnościach ginie to, co pospolite, a oświetlone zostaje to, co nowe. Jak ze ściany farba, tak ze mnie płatami odpada wspomnienie rosołu, kotleta, kiszonego ogórka… Jejusmargaryna wypełnia po nich pustą przestrzeń dokładnie i do granic. Rządzi niepodzielnie, trzymając naród na kolanach do krańca wytrzymałości…
I oczy zasnuwa obraz spokojnego morza, błękitnego i wzbudzającego nostalgię. Na falach kładą się cienie sierpniowego słońca. Liście drzew pomarańczowych szykują się do podróży, a młody koliber co chwila próbuje wystartować do pierwszego lotu…**
A potem do pokoju wchodzi Virginia Woolf i krzyczy: - Dlaczego nikt się mnie nie boi?
* najmłodszy bracie mój - dziękujemy za odrobinę Porto w naszym domu!
** reminiscencje po lekturze “Orlanda”:)