Czasem opadają mnie wątpliwości – to nieuniknione przy takiej niestałej naturze jak moja. Nagła burza skarg i wniosków do samej siebie tak silna, że się nic nie chce, a chwilę potem nagłe olśnienie i wyrzut – jak się tak mogło myśleć, na czarnowidztwo szkoda czasu i energii! Jak zawsze w sukurs przychodzi literatura – mądre książki i mądre, bogate biografie mądrych ludzi:) Czytam dziennik Virginii Woolf, w piątek, 24 stycznia 1919 r. zauważyła, że stworzenie i prowadzenie własnej drukarni miało jednak sens, mimo wielu przeciwności: [...] przy wszystkich swoich wadach, mieliśmy inicjatywę i dość sił życiowych, by stworzyć i zrealizować własne marzenia, bo bardzo chcieliśmy doświadczyć próby śmieszności czy trudności.
Dumam więc nad tekstylnymi ptaszkami. Niby to nie to samo, co wiersze np. Eliota, wyciskane przez Virginię i jej męża na ręcznej prasie 100 lat temu w podlondyńskim domu, ale… obie rzeczy to jednak hand made:)




skąd ja to znam… virginia jest wielka!