…rządzi całym moim życiem. Nieustannie coś sobie przypominam, łączę, zszywam kawałki teraźniejszości z obrazami z przeszłości. Ludzi dziś rekonstruuję czasem jedynie dzięki ich postaciom sprzed lat… Mam manię odtwarzania czasu przeszłego, z jednej strony dlatego, by nie zapomnieć (bo ja bardzo nie chcę zapomnieć), a po wtóre, by sobie do nieprzytomności uzmysławiać różne drogi, którymi kiedyś nie poszłam (a mogłam). Drobiazgi, słowo, dwa, gest – o, lubię sobie ćwiczyć pamięć, przypominając kolory, pogodę, muzykę… I z przerażeniem odkrywam, że pamiętam coraz mniej – ogólne wrażenie, kilka drobiazgów, ale większość szczegółów umyka, znika, przepada…


Dlatego ciągle mam w pamięci najlepszy duński film “Rekonstrukcja” – o odtwarzaniu wciąż tej samej historii, szukaniu zagubionego lub zapamiętanego gdzieś/z kimś/kiedyś uczucia… O zatraceniu w poszukiwaniach, aż wszystko inne przestaje być ważne. I o niemożności zapamiętania/odtworzenia wszystkiego, bo człowiek przy zaletach prezentuje też niedoskonałości: zachłanność i brak cierpliwości…
W prozie życia przekłada się to na nową torbę, którą mam w pamięci – obejrzaną kiedyś w piśmie dla pań z lat 60. Materiał znalazłam idealny, chyba nawet z tamtych czasów, bo trochę zniszczony i przesiąknięty zapachem jakiegoś długo nie wietrzonego strychu… Nie jest to rzecz jasna wierne odtworzenie, ale jakieś wyobrażenie, drobna koślawa rekonstrukcja…



Przeszłość to jest dziś, tylko cokolwiek dalej – pisał Norwid. : )
Ja się lubuję straszecznie we wspomnieniach – takie już ze mnie dziecko sentymentu.
Śliczne zdjęcia :)
I don’t understand anything of what your writing, still I love what I see.
Elianne, thank you very much for visiting and lovely compliments! I work on english version!
[...] to nasza też jest ideologia… Swoją bladą teorię rekonstrukcji wyłożyłam tu niedawno i nadal się tego trzymam, zabierając aparat na zakupy. Obserwuję z [...]