1. Spiętrzenie trudności na każdym możliwym odcinku:) Wydaje się, że coś lub ktoś oskubuje mnie z czasu, zostawiając parę niewydarzonych piórek, które nie wystarczają zupełnie na nic. Drogi są tak naprawdę dwie – albo skubać każdą rzecz po trochu, ale żadnej nie zrobić dobrze (przy okazji nie oszukując się, że później będzie chwila na dokończenie), albo robić jedną dobrze (i nie wyrzucać sobie, że tyle jeszcze by się chciało zrobić). Każda jest, że tak to określę – do luftu:) Dni płyną zatem raz pod znakiem skubania, raz pod znakiem dogłębnego studiowania jednego zagadnienia rzeczywistości… Wciąż się jednak pocieszam, że mam trochę czasu, by wiele zrobić – w końcu moja ulubiona Virginia nauczyła się jeździć samochodem mając prawie 50 lat! (inna sprawa, że gdy była młodsza, zamiast samochodów jeździły jeszcze powozy:)
Dziś skubałam, czego efektem jest krzywo przyszyta taśma na torbie. Zawzięłam się jednak i nie sprułam – gdy przyjdzie czas ją sprzedać – po prostu będzie droższa, jako że cenniejsza:)
2. Spiętrzenie obfitości – jesień wyostrza zmysły:

Obfitość wszystkiego: liści kolorowych jak cukierki, herbaty jaśminowej, czekolady, jabłek polskich, śliwek, cukinii, bakłażanów, dobrego sera. Jak nie jeść? Jak nie tracić głowy przy straganie, jak nie oblizywać pestek, nie wysysać ogryzków? Jak nie gotować czegoś dobrego co chwila? Jak nie pogryzać orzechów, rodzynek, pistacji? Jak potem patrzeć na siebie pod prysznicem, kiedy wszystkie ciała krągłości są coraz krąglejsze? A do tego te wszystkie szelesty liści, stukotania kasztanów, które się wysypały z kieszeni i lecą po schodach… Słońce się inaczej kładzie jesienią, dźwięki chyba też, powietrze ma inną strukturę; zadziorną, choć płynną, głos dobiega jakby z bliższej odległości…
I jak tu pracować przy tylu bodźcach?
3. Spiętrzenie jazzu daje kopniaka. Dużo go w domu słuchamy, Jarreta, Davisa, Elli, Diany, jazzującej Hanki B…. Buzuje w głowie i w żołądku, prawie jak woda sodowa… Krótkie myśli, ale skończone, trochę szarpanych ruchów, zerwana nić, połamana igła, podniesiony głos. A po chwili rozładowanie, cisza, ukojenie, równy ścieg, dobra herbata, całus, przytulenie, jasność za oknem, jasność umysłu. Jazz…

I jak tu pracować w takim szalonym porządku?



Jasność za oknem, jaśminowa herbata. Czekam na odpocznienie.