Różycki już raz był u mnie… Ale zbliża się Nike i jakoś bym chciała, żeby dostał nagrodę (sama zagłosuję), bo na jesieni marzy się jeszcze o odrobinie kolonii. Tym bardziej, że znów w ucho mi wpadło to piękne zdanie z “Listu oceanicznego”: Wrzucam na pamiątkę/ do zatoki butelkę po wytrawnym porto/ kupioną za ostatnie drobne,/ może ona po latach zatka gdzieś/ aortę świata [...]“. Ech, niezłą garść tych drobnych poeta musiał uzbierać – no chyba, że zbierał długo i z benedyktyńską cierpliwością, na którą mnie nie stać:) Jak bardzo mnie nie stać, przekonałam się wczoraj, czytając artykuł w czasopiśmie kulinarnym o powidłach smażonych w Lotaryngii, które od wieków przygotowuje się, nacinając każdą porzeczkę i wyłuskując z niej +/- 7 ziarenek… Piękna historia i wciąż nie mogę w nią uwierzyć…




Śliczne połączenie kolorów.:)
I wish I could read your words …
the images are really nice. love the colours and light