
Nieustająco w ostatnim czasie jesień mi się plącze z wiosną. Słyszę ptaki, które śpiewają w kwietniu-maju, powietrze ciepłe z zimnym ewidentnie pomieszane, jesienne zazdrosne o wiosenne światło. Odkąd w kwiaciarniach można kupić wszystkie kwiaty świata, a na straganach pomidora w grudniowy wieczór, pory roku zatraciły swoje znaczenie i zapominam jesienią, że mam rozejrzeć się za zimowymi butami, a zachwycam się kolorowymi pantoflami na wystawie… Człowiek przestaje być częścią natury…
Chociaż… W sklepie obsługuje mnie wiewiórka – wystające zęby, rude włosy, związane aksamitną wstążką, zwinna i szybka, szczególnie w mówieniu, wypadają z niej tysiące krótkich słów, trajkocze: tak tak tak tak, hm, hm, hm, rozkosznie jej wychodzi: todomiłego! Todomiłego. A w autobusie dwie panie pachną trwałą ondulacją – przecierają szybę rękawem, by się przejrzeć. Świergoczą do siebie jak sikorki: a tu dokręcony loczek, tu nie bardzo, tu kosmyk siwy, tam blond też nie bardzo… Przyroda górą…
Piekliśmy kasztanowe ciastka – średnio udane, mąka trochę ciężka, usiadła na blasze i nie chciała się podnieść. W ostatecznym rozrachunku miały jednak posmak czegoś egzotycznego (ha, europejskiego, żeby nie rzec paryskiego!). Z kawą i gazetą stanowiły pyszne trio…
Nowa torba na rozbudzenie – juta z bawełną i ukraińską tasiemką (no i z kieszonką)…



I cannot understand a word of your blog but I am enjoying it nonetheless. Fab bag!
Dear Nanette, i dream about english wersion… I work on this…
Thanks for visiting and please, be my guest…