
Są przesłanki, by sądzić, że nie potrafię żyć bez Stasiuka. Jestem z nim związana silnym, niemal nierozerwalnym węzłem, przypominającym małżeński. Ale węzłem małżeństwa średnio udanego, gdzie obie strony znają się jak łyse konie, wiedzą o swoich czułych punktach, a nie chce im się już zmieniać – bo i po co. On wie, co mnie kręci w jego książkach, wie, że zawsze skusi mnie tą swoją bałkańską melancholią i tęsknotą za szarością rumuńskiego stepu, gdzie powietrze śmierdzi tanim tytoniem, a życie kończy się na dworcu kolejowym. Zna swoją wierną czytelniczkę, która wraca za każdym razem, choć po ostatnio przeczytanej książce zarzekała się, że nigdy więcej, że to był ostatni raz i że nie nabiorę się na żaden kolejny numer. W psychologii to się nazywa toksycznym związkiem… No i czytam od wczoraj “Dojczland” i Stasiukową wyprawę przez 38 enerdowskich miast i na razie nasz związek przeżywa renesans, ale z ciekawością czekam na ostatnią stronę.
Nie mogłam się spodziewać piękniejszej niespodzianki po “Gazecie Wyborczej”. Wertuję ją ostatnio, bo czytać mi się już nie chce i widzę Madsa Mikelssena (ma stronę www, ale w budowie, jak długo jeszcze?), świetnego i pięknego aktora duńskiego. Wielką ma we mnie fankę (nawet po nieszczęsnym Bondzie, gdzie miał być wcieleniem zła, ale kto mu uwierzył?), szczególnie po “Jabłkach Adama”, chyba najbardziej krzepiącym filmie, jaki widziałam ostatnio. Reklamuje sieć koszmarnych ciuchowni, co zrobić, ale przynajmniej zdjęcie przyzwoite. Zainteresowałam się i czytam, że zagra wkrótce Strawińskiego romansującego z Coco Chanel… No, no, zacieram ręce…



już wiem skąd znam fascynujące spojrzenie z wyborczej, faktycznie z bonda, pasował tam tak jak i do tej reklamówki
ma takie głębokie spojrzenie
Przypomniałaś mi ze od dawna jabłka adama czekają na obejrzenie
już postanowiłam- doczekają się dzisiaj.
A do Stasiuka, jak dotąd przeze mnie ignorowanego, tak zachęciłaś, że chyba Ci go uwiodę, nie masz nic przeciwko?
:)
uwielbiam wykwintnośćTwoich przemyśleń
“Jabłka…” cudowne! Uwielbiam! Nawiązując do Bonda: ostatnio przytachaliśmy kilak filmów z wypożyczalni i najlepszy był Bond właśnie… :(
Lavandulo, jeśli chcesz pożyczyć książkę, to nie mam nic przeciwko:) nie mam wszystkich jego książek, kilka zaledwie:) A po “Jabłkach Adama” świat nie jest już taki sam – po tym i kilku innych duńskich filmach umiem już wyłapywać duński na ulicy i odróżnić go od innych skandynawskich języków:)
Alahambro, ja idąc do kina na Bonda, nie wiedziałam, kto tam odgrywa zły charakter i bach – Mads to jest taki aktor, który nie może grać tak szablonowych postaci – wrażliwa dusza zawsze na wierzch wyłazi…