Nic się nie zmieniło – cóż niby miałoby się zmienić? Nigdy urodziny nie były żadną cezurą, punktem przyjmowania postanowień i obietnic. Za to zawsze był to dzień nieposkromionych przyjemności, dobrego jedzenia i pieszczot… Czuć coś w powietrzu, może jakiś wyjątkowy prąd, dreszcz… To, co pospolite ma nalot wyjątkowości – oto urodziłam się i jestem – sama radość… Gdybym mogła, sama wybrałabym sobie jesień na urodziny, więcej skarbów (szczególnie w tym roku pięknej jesieni) nie dostałabym o żadnej porze roku…
Rzeczywistość jest jednak bardzo rzeczywista, stawia na nogi szybko… Nowe torby:

Ta po lewej -szyta w urodziny – ma kieszeń z pięknej bawełny, która ma chyba tyle urodzin za sobą, ile ja:), ale w ogóle się nie zestarzała, jest piękna i kolorowa… Ta po prawej jest zachwycająca, z mocnego, twardego batiku… Im więcej szyję, tym mocniej się przywiązuję; trudno mi się będzie rozstać z tymi worami na życie, pod warunkiem, że ktoś zechce je kupić…:)
****************
Poczta portugalska sprawiła się pięknie. Dostałam listy od Marty i Mary z zachwycającymi kawałkami portugalskich chita – lokalną drukowaną bawełną i batikiem. Będą z nich piękne torby! Obrigada, girls! Mam nadzieję, że nasza poczta nie zawali i dziewczyny dostaną ode mnie polską bawełnę, nie tylko vintage…




Urodziny, to taki dzień, kiedy można bezkarnie zlizywać z nieba śmietankę wieczności. ;)
Torby piękne. Malowanie igłą jak się patrzy :) Pozdrawiam i życzenia malinowe śle :)
Zlizałam, dzięki:). A z torbami trudno mi się będzie rozstać… Pozdrawiam!
o tak w tej z lewej da się odczytać nastrój urodzinowy :)
De nada! You´re welcome! I wonder what you´re gonna do with the rest of the fabrics…
I don’t know, Marta. It’s surprise for me too…:)