…mi jest/…today

Piłam herbatę i nic… Piłam kawę i nic… Piłam czekoladę i nic… Piłam mleko, grzańce i nic… Wszystko idzie ze środka, tam jakiś sopel mam… Jakieś przeczucie niezwykle chłodnego czasu, który niedługo nastanie i będę bezbronna, zupełnie nieprzygotowana… Nie lubię stać bezradnie z opuszczonymi rękami, niezdolna do zrobienia czegokolwiek, do wydania z siebie głosu…
Przypomniał mi się obraz z jednej z książek Herty Müller – matka bohaterki sprząta, stojąc na drabinie. “Drabina się chwieje i mama huśta się nad wsią. Mama może dotknąć rękami zmarłych, którzy siedzą w niebie” (”Niziny”, s. 83)…
Torba też zamrożona.



piękna zamrożona torba, aż gubię sie w domysłach cóż to za lodowaty czas nadchodzi, bo domyślam sie że nie tylko o porę roku idzie
nie tylko, ale więcej napisać, to nie mam specjalnie odwagi:)
ojej – brzmi złowieszczo.w takim razie nie mówmy już o “tym” żeby się “ono” nie zwiedziało i nie przypełzło w nieporę.
kciuki trzymam :)