
Są książki, które trzeba łykać po pijanemu, inaczej nie da się ich przeczytać w ogóle albo nic się z nich nie zrozumie. Na studiach czytało się wyłącznie w stanie upojenia alkoholowego, bo taka była moda, a poza tym, nie da się zaprzeczyć, że dzieła literatury światowej - dopiero po podlaniu - roztaczały przed czytelnikiem wszystkie swoje aromaty. Do dziś bez wina się nie siada do Celine’a, Jerofiejewa (żadne odkrycie, cóż), wszystkich poetów międzywojnia, śmiertelnego baroku, etc. Ostatnio o kieliszku czegoś mocniejszego myślę na 45 stronie Becketta “O kobietach pięknych i takich sobie”, na trzeźwo nie dostrzegam tego poczucia humoru… A i żebym skończyła “Siostrę” Topola, chyba butelka wódki będzie za krótka:) Zawsze są to jednak wytrawne trunki, o słodkich likierach nigdy nie marzę przy lekturze, najciekawsze, że pragnienie złachania się nie dopada mnie przy Stasiuku i Pilchu, może dlatego, że tam bohaterowie za mnie piją po dwakroć:)
Nowe torby: torba rybaka ze ścierki lnianej (z wyprawy na Mokotowską) i dżinsu, hawajska jest z uroczej drukowanej bawełny i tweedu, barokowa jest przebogata – żakard i fragment pięknego portugalskiego szala, który dostałam od koleżanki z Sintry.

Czekam na środę, albowiem ją lubię…



Ooo…czuję niepokój. Jak można Kwiaty Zła bez wina? Świetlickiego, Kaźmierczaka i Wojaczka bez wódki? Jak Pascala przełknąć bez popity? Jak z Augustynem iść po komunię bez kielicha zgody? Lista długa jest…
każdy ma swoją listę – jedni ujawniają ją w całości – hurtem, inni po trochu, wzbudzając niepewność… Wiele od polityków się nauczyć można…:)
PS. Świetlickiego po wódce czytać? Nie, za dużo wódki w wódce…
Nie no, jak za dużo. Poza tym tu chodzi o to, żeby nie zostać za autorem o parę drinków z tyłu, jak świat za Bogartem.
och, wiadomo, literatura winem płynie – niezły galon musielibyśmy rozpracować, by wyczerpać temat…
Zadziwiające, że nigdy mi się nie chce alkoholu, kiedy czytam Herberta włoskie impresje barowo-restauracyjne, hmm?
To dlatego, że Herbert jest miałki i przereklamowany i nie pisał krwią. A jak reagujesz na Różewicza? Ten powinien nakłaniać…
Różewicz nie jest moim idolem, pić należy dużo przed lekturą po to, aby trzęsące się ręce i rozbiegany wzrok nie pozwoliły otworzyć któregokolwiek ze zbyt wielu tomów wierszy…
Kocham się po nocach w Świetlickim, Baudleaire to smak cierpkich wiśni.
:)
No i teraz już wiem czemu interpretacja przeróżnych utworów jest czasami trudniejsza niż zwykle (vide Przyboś ostatnio). Może czas najwyższy porzucić abstynencję. ;P