Zaczęłam dziś synowi czytać do poduszki “Daszeńkę, czyli żywot szczeniaka” Karela Čapka - tego czeskiego czarodzieja, który swego czasu wymyślił słowo “robot”. Drobne opowiadanie z 1933 r. o perypetiach nowonarodzonego foksteriera. Pamiętam z dzieciństwa bajkę rysunkową, którą oglądałam w telewizji, urocza była, a opowiadanie kupiłam lata temu u bookinistów za grosz i przyznam się, że nie przeczytałam do tej pory. Ale jak już zaczęłam czytać, to trudno mi było poprzestać na jednym rozdziale (a są krótkie). I właściwie trudno rozstrzygnąć, co jest bardziej urzekające – sama historia pociesznego stworzenia, które – gdy się urodziło – “miało parę czarnych uszek i z tyłu ogonek – uznaliśmy, że to psiak”, czy język, jakim jest napisana. Jakbym odetchnęła świeżym powietrzem po dawce smogu, sączącego się codziennie z gazet, radia i przystanków autobusowych. Wspaniała jest udawana nieporadność, kryształowa przejrzystość zdań, zabawa słowem. Ot, fragment: Kiedy Daszeńka porządnie wzuła buty (właściwie to nie wzuła butów, tylko zakasała rękawy, ściśle mówiąc, nawet i rękawów nie zakasała, tylko – jak to się mówi – popluła w dłonie; zrozumcież mnie: ona nie mogła popluć w dłonie, dlatego że pluć jeszcze w ogóle nie umiała, a dłonie, czyli łapki, miała takie maleńkie, że nawet by do nich nie trafiła) – słowem, kiedy się Daszeńka do tego zabrała tak na dobre, w ciągu pół dnia przeturlała się od maminej przedniej nogi do maminej tylnej nogi, przy czym po drodze ze trzy razy się najadła i ze dwa razy przespała. Wielka mądrość w tym opowiadaniu – nie tylko w samej historii, która – jak wszystkie dobre książki – okazuje się pochwałą prostoty, ale także w korzystaniu z języka, najlepiej oszczędnie, zrozumiale i bez zarzynania (tfu, co za wyraz) słownika…
Czytałam zatem chyba trochę za długo, bo gdy wyszłam na chwilę, mały F. zasnął na podłodze:)

Znalazłam też kilka ostatnich wspomnień z października – i postanowiłam zaaplikować sobie i wam, bo listopad jest już śliski…



:)
nmghuiweyg kuj8g7n´kfgj4tl nchgcuig!!!!! :D
:) thanks, Lia! your words make me happy!
w Czechach tkwi magia ogromna, ja z wielką pasją się zaczytuję w tych wersach pachnących otwartością i praskimi piwiarniami :)
:D
Thank you for your answer! :)