13.00 – nowe torby do przyszłego sklepu:

Dżins, tweed, polski piękny len, portugalska szarfa, bawełna z Włoch i te piękne tasiemki od ludzi, którzy ich już nie chcieli (trudne do wyobrażenia). Lubię zestawiać te materiały, szczególnie zestawiać coś pospolitego z jakąś wyszukaną materią, np. dżins ze starym żakardem z sukienki, którą moja babcia znalazła w poniemieckim domu, do którego wprowadziła się po wojnie. Zestawione – nabierają niezwykle szlachetnego sznytu… Dokładniejsze fotografie na flickr.
Wieczorem mam zamiar napisać coś o pani Nin z Delty Wenus – składam tu sobie obietnicę:)

20.30 – przypomniałam sobie o niej, oglądając jakąś reklamę w gazecie: długa szyja kobiety opleciona drogocennym naszyjnikiem. Od razu stanęła mi przed oczami scena z książki “Henry i June” (to wyciąg z dzienników autorki), w której bohaterka uprawia miłość (bo przecież się nie “kocha”) ze sławnym pisarzem Henry Millerem, odziana jedynie w orientalny naszyjnik. Ona to Anaïs Nin, francusko-hiszpańsko-amerykańska pisarka. Bigamistka, imprezowiczka, wielbicielka opium, mężczyzn, kobiet, ich talentu i pieniędzy. Przeczytałam kiedyś zdanie pewnej polskiej tłumaczki, że za nic nie przetłumaczyłaby jej dzienników (a Anaïs pisała je przez całe życie, ileś tysięcy tomów), głównie z powodu sposobu życia autorki. Zresztą ta niewielka książka jest już doskonałym powodem, by Anaïs znielubić (albo jej pozazdrościć, jak kto woli). Męża, porządnego bankiera, zdradzała m.in. z wyżej wspomnianym Millerem, jego żoną, swoim kuzynem i psychoterapeutą. Po drodze były jeszcze inne podboje i przelotne wizyty w burdelach. Z artykułów o niej wiadomo, że była wykorzystywana przez ojca i brata, że przez kilkadziesiąt lat utrzymywała dwa małżeństwa: jedno we Francji, drugie w USA, podobno (to tylko przypuszczenia biografów) w trakcie porodu siłą woli opóźniała narodziny dziecka tak długo, aż jej córka urodziła się martwa, obsesyjnie bała się starości i że umarła w męczrniach na raka macicy. Napisała parę książek, w tym “Deltę Wenus”, zbiór erotycznych opowiadań, które np. na mnie nie robią żadnego wrażenia. Wrażenie natomiast robi co innego – język, jakim ona pisze. Pomieszanie wzniosłych i patetycznych zdań z brutalnością i pogardą wobec ludzi, których rzekomo kocha i o których dba. Potrafi wzbudzić w sobie czułość, by zaraz ją zakwestionować, potrafi być miękka i troskliwa, by chwilę później wykorzystać i porzucić. Wrażenia, jakie się ma podczas lektury, przypominają mi dzisiejsze traktowanie uczuć i ludzi. W naszych humanitarnych czasach, głównie - jak wiadomo – w mało humanitarnej polityce, ludzi się wyciąga z rękawa, hołubi, a parę miesięcy później nie są już potrzebni. Piękne, kuszące słowo, po chwili cios między oczy. To jest chyba najgorsze z możliwych rozumienie teraźniejszości, zupełnie bez refleksji i zostawiania siebie na potem…
No ale Anaïs jest też zmysłowa, to prawda, ale to historia na inny wieczór…



Ja może odrobinę nie na temat, ale mam przemożną ochotę powiedzieć co następuje:
Jesteś piękną kobietą. :)
Dziękuję, kochana! W twoich oczch widzę z kolei nieugaszony żar młodości (kto to napisał?), który za 10 lat zamieni się w piękno najwyższej próby. Dodaj do tego talent litearacki, a klękajcie narody!
Hello,
I find your bags great and i wonder if you sell them.
Thank you,
Joana
W kamieniach dawne zaklęcia. Cieszę się, że mogę Cię czytać.
Swietne torby!!