Jednym z niewielu powodów, które skłoniłyby mnie do zamieszkania w naszym kraju (gdybym była chętną cudzoziemką), jest nieustająca obecność krówek. W każdym sklepie spożywczym mogę się zaopatrzyć i grzeszyć łakomstwem z kilkudziesięcioma rodzajami. Sezamowe (średnio lubię), makowe (przy odrobinie dobrych chęci), kruche całkowicie (czasem tak, czasem nie), półkruche-półciągliwe (ciepło, ciepło), ciągliwe (niebo w gębie). Ale najbardziej chyba lubię to:

Krem krówkowy, czyli konfiturę z mleka, zakupiłam w delikatesach ostatnio, nieoglądając się na cenę. Chciałam mieć go szybko i natychmiast… To zdjęcie zrobiłam wczoraj, dziś mam piękny pusty słoik. Raz zaczętego wyjadania nie da się tak po prostu przerwać. Łyżeczka do filiżanki kawy, spora kropla na palcu bez okazji, łycha po obiedzie. I szast prast nie ma… W czasach studenckich z koleżanką B. same zrobiłyśmy lejące krówki, gotując puszkę skondensowanego mleka przez 3 godziny… To były długie trzy godziny mojego życia… Policzki wypełnione śliną i tęskne spoglądanie na zegar. Ale doczekałyśmy i zasłodziłyśmy się na kilka dni. Do następnych krówek…

Inną słodką słabością, której ulegam także – a jakże! jest dobra mleczna czekolada, a także napój z mleka i tabliczki czekolady podrasowany cynamonem, kardamonem, wanilią, itp., który robię sobie w domu. Przypomina mi się również historia robienia czekolady w smacznej książce “Przepiórki w płatkach róży” Laury Esquivel. Na początku trzeba upalić zmieszane trzy gatunki kakao w blaszanym kubku (ziarno jest upalone, jak się z niego wydziela olej). Oczyszcza się z łusek, uciera na żarnach upalone ziarno razem z cukrem. Masę dzieli się na części, formuje tabliczki i odstawia do suszenia. Ech! Czyżby autorka zapomniała o konserwantach, dzięki którym czekolada smakuje jak czekolada? Jestem pewna, że wielu z tych, którzy lubią czekoladę, nie przełknęłoby kawałka czekolady z 99% kakao:)
Najciekawiej jednak w wyżej wspomianej książce przygotowuje się czekoladę do picia. Do glinianego garnuszka wkłada się tabliczkę czekolady i zalewa wodą. Stawia na ogniu, a gdy zawartość garnuszka zawrze, zdejmuje się go z ognia i trzepaczką ubija na gładką masę. I znowu na ogień. Gdy zawrze drugi raz i będzie chciała kipieć, trzeba ją zdjąć z ognia i postawić znów, by chciała zawrzeć po raz trzeci. Wtedy się garnuszek odstawia i ubija aż do momentu rozlania do kubków. Zamiast wody można użyć mleka, ale wtedy do wrzenia doprowadza się tylko raz. No i czekolada na mleku jest cięższa od tej na wodzie… Ale mnie to w ogóle nie przeszkadza… Byle doczekać do wrzenia i nie zjeść wszystkiego prosto z papierka…



A ja, a ja, a ja?
Nie ma już kremu krówkowego?
Jestem wstrząśnięty! :)
:))))))))))))))))))))
Krówki ciągutki! Tak! Kakao! Tak!
Pychota wpis! :)
Słoik pusty, kochani!
Krem krówkowy też jest wstrząśnięty szybkością, z jaką zniknął… Może następnym razem, a ten – znając moje słabości – szybko nastąpi…
Ach znam to, znam. nie umiem się powstrzymać.
Z krówek tylko ciągutki – sezamowe i makowe to krówkowa profanacja!
TOFiiiiiiiiii……mmmm to jest cos takiego niesamowitego, az ach!! Krowki to zdecydowanie moje ulubione cukierki. Czekolade lubie 70%-owa i najlepiej belgijska, mleczna jest mniej zdrowa. Ale tofi, tofi, tofi pod wszelkimi postaciami !! Zazdroszcze Ci tego sloika (kiedy jeszcze byl pelny)…
wow! temat na czasie – bo wlasne uskuteczniam gonitwe po sklepikach w poszukiwaniu tego kremu krowkowego :D pojawil sie raz i natychmiast go wykupili. naprawde cos niesamowitego!!
[...] ze jestem jakas taka wchudzona. cos niesamowitego. i ciagle za mna chodzi – albo raczej ja za nim – krem krowkowy… Brak komentarzy jak dotychczas Dodaj komentarz Wątek RSS dla komentarzy do tego [...]
!!!!! Oh my god!!! Haven’t you got that in english???!!!
Monika, you should sell this candys with your bags :))
i’m so sorry, but my english version didn’t come true…
we work on this…
OMG… dlaczego nie przeczytałam tego przed wyjściem do sklepu… teraz mój leń nie chce się ruszyć mię ruszyć, a ślinka cieknie na samą myśl krówek…
Dzięki za wizytę – jak odpisałam, zdjęcie niestety nie moje :(
:)
no, it’s ok! It’s just that i looked at it and found it delicious but i could’nt understand a word (as usual! :D ) and i didn’t know what where you saying about it!!! Can you imagine? Looking at that incredible tasty (i supose) candy and not knowing anything else about it??!!! :D
Mniam mniam, pozdrawiam krówkożerców ;-)