Bartka poznałam 10 czy 11 lat temu podczas jednego z festiwali teatralnych, przy których pracowałam. Nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, w ciągu tygodnia zamieniłam z nim ze trzy zdania, i pewnie wcale bym go nie zapamiętała, gdyby nie jego recenzje, pisane – jak to się mówi – z pazurem, ostro, czasem bezkompromisowo, świetnie punktujące dociągnięcia i niedociągnięcia spektakli. Parę lat później odnalazłam jego nazwisko w “Filmie” i w “Przekroju”, aż wreszcie wczoraj postanowiłam zaprosić Bartka na kawę, by pogadać.

Otworzyłam bowiem “Wysokie Obcasy” i czytam, co Bartek zdradził dziennikarce: “[...] nie piszę blogów. To często rodzaj grafomanii, każdy teraz może być pisarzem – wystarczy, że napisze o tym, że właśnie napił się kawy czy zjadł grzankę”. Tych parę zdań zmusiło mnie do przemyślenia, dlaczego ja piję kawę i jem grzankę tak publicznie. Właściwie nie zakładałam, że będzie, aż tak publicznie – chciałam sobie zmontować taką osobistą ”digitalkronikę”, uporządkowane zapisy z paru zeszytów z zebranymi przez lata mądrymi zdaniami, wycinkami, zdjęciami. Zapisuję tu też anegdoty codzienne – znak czasów, że nie chce mi się ich zapisywać ręcznie na kartce, ale jestem gotowa i chętna zapisywać je tu…
Ale wracając do rozmowy z Bartkiem – gdyby do niej doszło - chyba zdecydowałabym się mu powiedzieć o swoim odczuciu, że jego coming out sprzed paru lat znacznie ułatwił mu wypromowanie jego pierwszej książki “Trzech panów w łóżku, nie licząc kota” i że mam nieodparte wrażenie, że jest bardziej gejem, który pisze książki, niż pisarzem, który jest gejem… A nawet, że bycie gejem to w jego wypadku znakomita strategia marketingowa. Choć książki nie nazwałabym świetną, to jednak jest ciekawa, a jeszcze ciekawsze jest to, jak broniłaby się sama, bez zapowiedzi, że napisał ją gej i że traktuje o świecie gejów. Może i o tym, byśmy pogadali, gdybyśmy się spotkali…
———-
No właśnie – pod zdjęciem Bartka jest określenie, że jest on jednym z najwybitniejszych krytyków filmowych. Z całym szacunkiem dla roboty Bartka i jego świetnego pióra – nazywanie 36-letniego krytyka wybitnym wydaje mi się trochę na wyrost. Życzę Bartkowi jeszcze 40 lat świetnego pisania, by z czystym sumieniem nazywać go wybitnym. Powszednieje nam język, niestety. Ostatnio – także w rzeczonych “Wysokich Obcasach” Joanna Szczepkowska ujęła się za słowem “genialny” – genialny nie jest już tylko Einstein, ale wszystko, co “fajne”, np. ser (zaczęłam się zastanawiać, o ile razy za dużo ostatnio użyłam tego określenia). Dziwny jest świat, w którym ser jest genialny, a młody Żurawiecki wybitny…



kurcze uwielbiam, uwielbiam Twoje pisanie, zdjecia, torby… juz kiedys to napisalam ale dzisiaj po tym co powyzej musialam to powtorzyc…
pozdrawiam i dobrej niedzieli zycze
ps. a swoja droga czy moglabys zdradzic co robisz z tymi torbami tzn czy i gdzie mozna je kupic, chetnie poszpanowalabym taka
pracuję nad sklepem internetowym, chciałabym niedługo go uruchomić:)
wszystkie torby dokładniej można obejrzeć na flickr i jeśli któraś ci się szczególnie podoba, napisz maila na molinari@gazeta.pl
dzięki za miłe słowa!
dewaluacja slowa to bolaczka naszych czasow.
jesli ktos nie rozumie tej formy komunikacji, jaka sa blogi… noz coz jego strata ;) do ludzi okreslanych mianem krytykow mam spory dystans, dla mnie to byty zbedne, czesto ‘pasace sie’ na cudzych dokonaniach. ale i tak chyba ten przypadek, o ktorym piszesz nie jest jeszcze taki najgorszy. przypomina mi sie niejaki Robert Leszczynski, o ktorym mowiono, ze wie tyle o muzyce co wyczytal w slownikach ;)
/nie wiem czemu u nas bycie gejem to wartosc dodana do produktu, zupelnie tego nie rozumiem.
Tak mi przyszło na myśl, apropo tych toreb. Może http://www.wylegarnia.pl ? Ciekawy sklep, podatku nie płacisz, bo wszystko robi spółka?
A co do krytyków… Może z tym wybitnym chodzi o to, że jeśli z jego/jej zdaniem zgadza się większość społeczeństwa to taki/taka się on staje? Osobiście często się nie zgadzam z opiniami tychże ludzi. Nie po to bozia dała nam rozum…
A blogi jak widać pisze coraz większa rzesza ludzi, także z showbiznesu… więc i może doczekamy się czasu, kiedy to pan “wybitny” założy swojego, a jego słowa o “grafomanii” pójdą w niepamięć. Myślę, że gdyby poszedł za przykładem Satyra (no nie przypomnę sobie imienia i nazwiska, a tańczył w 6 edycji “Tańca z gwiazdami”) i sam spróbował tego, co krytykuje, to mógłby się czegoś w swoim życiu nauczyć. Może nawet więcej, niż obecnie uważa, że mógłby.
E tam, takie gadanie to czczy resentyment. Oczywiście, że są blogi dobre i złe (ten tu jest dobry) ale używanie argumentu grzanki i kawy świadczy o zupełnej (lub prawie zupełnej) nieznajomości tematu. Co więcej – są osoby, którym oddałbym prawą nerkę, byle tylko pokazały mi jak jedzą grzankę i kawą ją popijają.
Kawowe blogi cenię bardzo. Między jednym łykiem codzienności, a drugim – są odskocznią od pędzącego świata – a odskocznię trzeba mieć. : )