Z ostatnich zbiorów. Mam piękne portugalskie chita – kilka różnych kawałków, każdy wzór ma swoją nazwę. Dowiedziałam się od portugalskiej koleżanki Marty, że miejscowość, w której produkują chita to Alcobaça, ale kupić ją można właściwie w całej Portugalii. Gdy oglądałam tę tkaninę tylko na fotografiach, wydawała mi się delikatniejsza, dopiero gdy wzięłam ją do ręki, zrozumiałam, że to ta gruba bawełna, z której szyje się oryginalne portugalskie ludowe stroje, spódnice, fartuchy, kaftany. Piękna rzecz, doskonała w swojej prostocie. Naprawdę, żal mi je ciąć, by uszyć torbę, ale przynajmniej - na pamiątkę – zostaną zdjęcia:

W środkowym rzędzie górna fotografia to portugalski szal, który dostałam od Mary na urodziny. Zachwycający! Zrobiłam sobie z nim zdjęcie i dostałam informację, że wyglądam jak Portugalka:) No proszę, a my się tu zastanawiamy, gdzie emigrować:) Ale i tak chyba wax print cotton robi na mnie największe wrażenie. Aż trudno to opisać – wzory są z innego świata (adekwatne, choć może ironiczne określenie, zważywszy, że najpiękniejsze wax printy robią w Afryce), są bezkompromisowe, odważne we wzorach i kolorach, zupełnie zwariowane, wypełnione afrykańską magiczną wyobraźnią. Te poniżej (w pierwszym rzędzie w pionie) przysłała mi nieoceniona Marta:

Drugi pionowy rząd to polski len, gruby i sztywny – jak polska mentalność. Ale szlachetny i mocny, chociaż koszmarnie się pierze, a by go uprasować, trzeba by mieć żelazko fabryczne, bo domowym można się jedynie poślizgać po powierzchni:) Kolekcji dopełnia włoska przecierana bawełna – rozkrzyczana trochę i wesoła, ale kolorowa i zupełnie nielistopadowa. Z ostatnich zdobyczy – dziś odebrałam paczkę z bawełną kenijską. Zielona jak las tropikalny…
——–
Droga Natalia co jakiś czas przysyła mi rozpaczliwe pytanie: co ciekawego przeczytałaś, co mam kupić przed kolejnym wyjazdem do Anglii? W listopadzie, kochana, się nie czyta, tylko wariuje, przepada bez wieści w kołdrach, kocach, kurtkach i szalikach. I walczy z wewnętrznym zimnem siłą woli albo herbatą. Z czytania raczej nici – słowa zamakają i żaden ogień z nich nie będzie. Radzę czytać prasę, encyklopedie albo słowniki. Ja ostatnio przekopuję się przez stare numery “Kafki” i “Foyer”, czyli zacnych pism teatralnych i literackich, które już nie wychodzą, bo nie ma ich kto czytać właśnie… To jest najlepsze rozwiązanie na spleen listopada – nie narracja, a cięta riposta albo giętkie zdanie, które działa jak zastrzyk glukozy:
“[...] ćwiczę wiry tybetańskie, które trzymają w formie kręgosłup. Zaczynam od tego dzień. Potem kładę się na macie Kuzniecowa, która ma ostre, wystające kolce. Po takiej porannej rozgrzewce wyglądam przez okno, chłonę pejzaż pól i drzew, obserwuję ptaki, przyjmuję petardę dobrej energii. Jeśli nawet jestem czymś zdenerwowany, jeśli zostają z poprzedniego dnia jakieś fusy, w ten sposób to łagodzę. Potem wspólne śniadanie. I pędzę do pracy”.
Zagadka: komu się tak chce i ile ma lat (i dlaczego mnie się nie chce, chociaż jestem młodsza od jego córki i energii powinnam mieć za dwóch?)
Odpowiedź: Jan Peszek, lat 63. Pozazdrościć…



Such beautifull patterns Monika!! You´ll build a master piece with them :)
Monika
I like your tag…spleen…I don´t understand the text but I think that fabric helps cure spleen maladies too :)
hugs from Portugal
Mary
sila woli nie pomaga – sprobuje herbate;)
swietne tkaniny, niektore z tych portugalskich przypominaja mi chusty babci/polskie.
herbata z malinami – to jest rozwiązanie!
oh, Mary – yes, these fabrics make me happy, thanks one more time!
Polski len to esencja wytrwałości i pogodności dni znaczonych wiejskimi bajaniami. : )
Kocham : )