Wzięło mnie na czerwień. Wygląda to tak:

Wyłapuję w otoczeniu czerwone elementy, drobiazgi, języki ognia, sprytne małe detale, które potrafią rozświetlić i rozgrzać cały pejzaż… Lgnę do nich najczęściej nieświadomie, dopiero potem zauważając, że są czerwone…
Parę dni temu usiadłam w autobusie naprzeciw dziewczyny w czerwonym płaszczu. Płaszcz po babci – zawyrokowałam zaraz w myślach. Był trochę za duży, ukształtowany na osobie innej figury, trochę stary, trochę niemodny… Dziewczyna jednak wyglądała na szczęśliwą, ubrana w jakąś miłą dla niej historię, w dobry czas, w miłe babcine poczucie bezpieczeństwa. Miałam wrażenie, że za nic by nie zamieniła tego płaszcza na nowszy model. Od razu przypomniał mi się mój czerwony płaszcz, wyszperany w szmateksie w czasach studenckich – wcale piękny, flauszowy, z dwoma rzędami czerwonych guzików. Nosiłam go kilka zim, chociaż nie był najcieplejszy (kolor grzał i to jak!), zakładałam do zupełnego zdarcia rękawów i dokumentnego podarcia podszewki. Byłam nim zachwycona tak, jak autobusowa dziewczyna była zadowolona ze swojego. Miło się było przy niej ogrzać… tym bardziej, że znajdowała się właśnie w samym środku procesu twórczego – próbowała coś zapisać w zeszycie. Próbowała, bo niczego nie zapisywała, koncentrowała się jedynie, gryzła długopis, patrzyła przez okno zadumanym wzrokiem, jakby szukała słowa, które zna, a które uleciało. Zabawnie wyglądało to zmaganie się ze sobą, stanowcza koncentracja, przykładanie długopisu do uroczego dołka w brodzie, zamglone spojrzenie. Życzyłam sobie, by to dziewczę w czerwonym płaszczu pisało coś ogromnie ważnego, emocjonalnego; list – niekoniecznie miłosny – ale istotny, jakąś prozę, może wiersz, może chociaż kartkę do pamiętnika. Żeby nie był to ordynarny test z angielskiego albo nie wiadomo co… Chyba by we mnie jakiś ognik zgasł…
PS. Zrezygnowałam z pokusy ustawienia przed sobą lustra, gdy będę pisać tę notatkę. Przestraszyłam się myśli, że zobaczę diabła z czerwonym jęzorem…



i masz takie super czerwone buty, ktorych Ci zazdroszcze strasznie ;)) przypomnialas mi o moim czerwonym plaszczu… i jedno zdanie znajomego lekarza, gdy mnie w nim pierwszy raz zobaczyl ‘oo pieknie, ale czemu taki czerwony??’ ;D
A ja mam króliczka z czerwonymi ślepkami!…
pajeczaku – mam czerwone buty, ale żeby twoja zazdrość nie była taka straszna, wspomnę, że obcierają pięty…
nic nie jest doskonale!
Wiśnie, wiśnie, wiśnie! :)
Muszę sprostować – to nie wiśnie, kochana – jeśli miałaś na myśli jedno ze zdjęć! Ale pewnie nie miałaś, bo ty przecież kochasz wiśnie, ot tak…
To jabłka – dzikie, karłowate, listopadowe, rosną na placu zabaw, na którym bawi się mój syn czasami…