Cierpliwości nie mam za grosz. W setnych sekundy liczy się czas, gdy ogarnia mnie rozdrażnienie, irytacja, nawet wściekłość na coś, że nie dzieje się natychmiast, jak sobie życzę i dokładnie tak, jak sobie życzę… Detonacja jest natychmiastowa i rzeczywistość wystawia na mnie kolce, kurczy się do ostrości igły i kłuje… Sensu brak wszystkiemu, świat jest absolutnie zakwestionowany, pozytywy ulatują jak papierosowy dym, burza wisi nade mną i oczywiście deszcz leje tylko na mnie, chmura – jak w animacjach i w “Truman Show” – krąży tylko nade mną… Lekcje cierpliwości pobieram u własnego dziecka, które potrafi długo i namiętnie wkładać klocki do pudełka i nie zważać, że się tam nie mieszczą. Twarz skupiona, ale nie zacięta, naturalnie wyczekująca, aż jednak uda się ustawić górę z klocków tak, że żaden nie spadnie. No i potem się uśmiecha, bo już, doczekałem się, teraz mogę jednym machnięciem wszystko zepsuć. No tak, konstrukcja jest po to, by mogła po niej nastąpić radosna dekonstrukcja…

Płakać można, nawet tak mocno jak moja ulubiona Tita z “Przepiórkach w płatkach róży”, której wyschnięte łzy zapakowano w pięciokilogramowy worek i długo używano w kuchni zamiast soli. Ale be blue jest jedynie półśrodkiem, bo a stanach niecierpliwości i irytacji pomaga tylko żart, natychmiastowe rozładowanie złotym strzałem humoru, może być abstrakcja, absurd, (pure)nonsens, wariactwo… Dobrze mieć w okolicy jakiś bufor, który rozładuje negatywną energię, np. grubą książkę z limerykami i innemi cudownemi wierszykami:
Johathan Williams (autor) Pani Sade Grindstaff, tkaczka i pracownica do wszystkiego, wyjaśnia współczesnemu światu podstawy filozofii pracy (tytuł)
tak se pomyślaam
z tego co każdego stać
żeby tego dużo robić to mie
stać żeby trochi tego robić
też
chiba
(a to tekst wiersza)
**********
i serce znów pika jak klapa u śmietnika:)



hmm tez u mnie dzis o cierpliwosci, bo cwicze aktualnie.
a mam niestety podobnie – z jej brakiem. zdaje sobie sprawe ze skali spustoszen jakie to czasami czyni i nie cieszy mnie to wcale.
Szczególnie, jeśli ktos nie ma włoskiego temperamentu i nie umie wyrzucić frustracji w kosmos, tylko składuje irytację w sobie. I ze złoża po paru latach się odzywają wulkanim pomrukiem…
W takich chwilach polecam celebrację szczegółu. Ot chociażby załom parapetu za oknem.