Przyglądał się jej z nieukrywaną czułością. Zobaczył w niej bowiem dzieweczkę przedziwnej urody. Leżała jakby pogrążona we śnie, okryta, niby płaszczem, długimi jasnymi włosami. Oczy miała zamknięte, ale barwa policzków i wstążka, poruszająca się w rytm oddechu, nie pozwalały wątpić, że dzieweczka żyje. Szewczyk wpatrywał się w dzieweczkę z bijącym sercem. Chciał dotknąć jej ręki, choćby tylko po to, by poczuć ciepło, które zdawało mu się ciepłem ostatecznym i doskonałym. Zbiegło się jednak zbyt wielu ludzi, którzy otoczyli dzieweczkę ciasnym kołem. Patrzyli na nią zupełnie bez skrępowania, oceniając jej młodość i urodę. – Jaka młoda! – wzdychali. – Jaka strojna suknia! Jaka delikatna skóra!

Szewczyk spoglądał na nią chciwie, ale z jednoczesnym lękiem. Bał się, że jej obraz za chwilę się rozpłynie w gorącym powietrzu. Pragnął, by się obudziła, ale bał się zrobić cokolwiek, zresztą nikt tego nie próbował, być może wszyscy myśleli, że nic nie da się dla niej zrobić. Po chwili jednak Szewczyk opamiętał się. Przecisnął się przez tłum gapiów i uklęknął przy dzieweczce. Wyjął zza pazuchy małą sakiewkę, a z niej maciupeńką tabletkę, przypominającą białością płatek świeżego śniegu. Otworzył usta dzieweczce i położył jej tabletkę na języku. Pogłaskał ją ukradkiem po jasnych włosach, choć gest ten wydał mu się nader śmiały. Czekał, jak wszyscy zebrani nad jej pięknym ciałem. Szewczykowi wydawało się, że lata mijają, jednak minęła tylko chwila, kiedy dzieweczka otworzyła błękitne oczy, a pierwszym, na co spojrzała, była twarz uradowanego Szewczyka. Podniosła się z ulicy i otrzepała suknię, nie zważając zupełnie na gwar radosnych głosów, który ją nagle otoczył. Później podeszła do wzruszonego Szewczyka i oblała go blaskiem swoich oczu. – Dziękuję, Szewczyku – powiedziała, a jemu zdawało się, że perły posypały się z jej ust. Dotknęła jego ręki. Szewczyka ogarnęło szczęście. – Przepowiednia mówi – dzieweczka patrzyła Szewczykowi głęboko w oczy – Że jeśli obudzi mnie z głębokiego snu młodzieniec, który będzie miał przy sobie sakiewkę z białym proszkiem, będę jego na zawsze. Szewczyk drżącym ruchem wyjął swoją magiczną sakiewkę zza pazuchy i pokazał dzieweczce. Ona tylko uśmiechnęła się, a dzień rozjaśnił się niespotykanym światłem. Tory tramwajowe były teraz już tylko gościńcem prowadzącym do krainy wiecznej szczęśliwości. Szewczyk i dzieweczka oddalili się czym prędzej w tym kierunku, spoglądając przez szybę na cieszących się i pozdrawiających ich gestem ludzi. Moje dzieci, któż bowiem powiedział, że współczesne bajki nie mogą kończyć się dobrze?



to Twoj rysunek? :) bardzo fajny !!
Świetna stylistyka!
O, dziękuję (w nawiasie się usprawiedliwię, że ten tekst stary bardzo…)!
Mój rysunek, ta dziewczynka zastępuje czasem mój podpis – jest do mnie niezwykle podobna (poza tym, że jest o niebo zgrabniejsza:)
Dobra bajka, dobre zakończenie. Wierzyć chcę, że wszystkie się tak kończą. :)