

Profesor S. mawiał często: “Kto śpiewa modli się w dwójnasób”. Wczoraj na cały głos śpiewałam Stonesów i żaden dreszcz metafizyczny mnie nie przeszedł, powieka mi nie zadrżała ani nie spadł mi włos z głowy. To energetyczna muzyka, udająca rocka, choć nieznośnie popowa – daje jednak potężnego kopa, idealnego na wytarte, zmiętoszone, nudne czwartkowe popołudnie.
Jeśli o ideałach mowa – znów ją widziałam. W gazecie, na fotografii, co nie przeszkodziło metafizycznemu dreszczowi objąć mnie całej. Cate Blanchett to najpiękniejsza kobieta świata (czy najzdolniejsza, można dyskutować, ale do ideału mało jej brakuje) Australijka, ale na moje oko – urodę ma nieco skandynawską. Nos, o jakim marzyłam w czasach licealnych, pięknie skrojone kości policzkowe i TO spojrzenie, w którym jest jednocześnie dystans i przyzwolenie, ciepło i ostrożność…
Gdzie ją widziałam pierwszy raz? W “Elizabeth” – potem oglądałam ten film jeszcze ze trzy razy, by się dokładnie przyjrzeć metamorfozie, jaką przechodzi – także jako aktorka. Jak się rozgrzewa w tej roli, rozsiada w fotelu, rozsmakowuje lub – jak kto woli – rozkręca. Trudno oderwać wzrok od twarzy, w której jest wyniosłość i udręka. Widziałam prawie wszystkie filmy z jej udziałem (poza “Władcą pierścieni, ale do tego nikt mnie nie zmusi) i radośnie czekam na kolejne, o których donosi prasa, np. ten o Bobie Dylanie (tylko ona mogła się na to porwać, Tilda Swinton jest za chuda:). Ale to w “Notatkach o skandalu” zauważyłam, że przestrzeń gaśnie, kiedy ta aktorka znika z kadru, a ludzie, wśród których jej nie ma, robią się nieznośnie bezbarwni… Idealny przykład ideału…
No i ten nos…
——-
Anybody seen ma baby?
——-
Idę szukać kumpla na naszaklasa.pl. Pewnie już dziś nie wrócę.



coz za ekspresja!! :))
nie wiem o co chodzi z tym nosem… :> ale zgodze sie – calosciowo – piekna kobieta.
chciałabym mieć taki nos – that’s all…
Australijka o skandynawskiej urodzie? Czyli potomkini bandytów zwanych wikingami którzy łupili Anglię w średniowieczu a później sie im tak tam spodobało, że zostali. A potem zostali zesłani za jakieś bandytyzmy do Australii.
Pozdrawiam.
(…żeby nie było, też lubię K.B. – Elżbieta to świetny film)
Ja mam widocznie spaczony gust, ale KB jest dla mnie kobietą piękną, ale o urodzie nudnej, że aż się chce wyjść z kina. Jestem pewien, że nie obejrzałbym się za nią na ulicy. Jeśli już w tym typie urody miałbym o kimś myśleć to może Paltrow (wiem, wiem – są inne, ale jakoś mi się kojarzą)
A Gospodyni ma nos w porzo :)
Cate jest subtelnością i siłą zarazem. Ja się w pełni zgadzam – kobieta to na miarę pomników, cichych westchnień i dywanów monarchów.
Śliczny ma uśmiech. :)
Mam nieodparte przeświadczenie, że – drogi Komerski – patrzenie na kobietę przez dwie płcie ma odmienne reperkusje i przynosi różne obserwacje i satysfakcję o zupełnie innym natężeniu…
:)
a za słowa o moim nosie – dziękuję!
No właśnie, ja dlatego z takim zaciekawieniem czytuję twój blog, Entele, jak i zresztą ten, który tworzy Mag, bo nie dowierzam, że można tak widzieć rzeczy. Podobny szok poznawczy miałem – nie przymierzając – kiedy po raz pierwszy tłumaczyłem książkę dla – i ‘o’ – młodszych nastolatek. Stranger in a strange land po prostu :)
Zgadzam się, zgadzam się, zgadzam się.
Niebanalne piękno, naturalna klasa, wrodzona inteligencja i geniusz aktorski.
Żadna inna aktorka nie robi na mnie takiego wrażenia.
Miałam identyczne odczucia jak Ty oglądając “Notatki o skandalu”.
W “I’m not there” mnie absolutnie powaliła.
Do obejrzenia “Władcy pierścieni” jednak nawet ona mnie nie zmusi. :)
ps obłędny blog…
Dzięki, Pyzo!