
Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek wcześniej choć przez moment zazdrościła komuś przeszłości. Szalonych ciotek aktorek, wujków awanturników, zasłużonych generałów, noblistów, ich rezydencji, kapeluszy, księgozbiorów, spadków… Ale jednak kilka dni temu podczas lektury w samo serce ukłuła mnie absolutna i despotyczna zazdrość. Niemal chciałam rzucić w kąt tę książkę (z biblioteki!) i wrzasnąć: Do licha! Dlaczego dziadek Czesio miał tylko syrenkę? A ten dziadek Pawła Huelle i cytryny, i mercedesy? I dlaczego on tak pięknie się prezentuje w tym mundurze obok takiej fury, którą się dziś jeździ do ślubu i za wypożyczenie której bierze ciężkie pieniądze? Dlaczego? Już słyszę, że to fikcja, że to dziadek bohatera “Mercedes-Benz” miał takie auta – akurat! Są zdjęcia w książce! Nie wierzę w manipulację, a nawet jeśli tak jest – moja zazdrość jeszcze wzrasta. No bo jak przy mercedesie, którym książkowy dziadek gonił balony, wygląda sfatygowana syrenka dziadka Czesia albo - to jeszcze lepszy przykład – jego późniejszy samochód, brązowy mały fiat z plastikowymi zderzakami, o których przypomniał mi mój brat? Z krową i jej dyndającym łebkiem? Ze skajowymi siedzeniami, które parzyły w pupę latem, bagażnikiem, który co i rusz się otwierał… Z kropkami rdzy na masce, odpryskującym lakierem… No jak?
Jednak - jak się dłużej zastanawiam – dochodzę do piorunującego wniosku: mój dziadek jest za młody, by móc mieć taką rasową cytrynę. Taki wóz mógł mieć mój pradziadek, ale kto wie, gdzie on teraz jest? Poza tym, na 99% był chłopem, więc mógł mieć wóz drabiniasty i konia – o, to już coś! Ale jest drobiazg, przy którym dziadek pana Huelle wysiadłby ze swojej limuzyny i zagwizdał z podziwu. Dziadek Czesio był kierowcą pięknego Stara, z musztardową szoferką. Do dziś pamiętam noce, w środku których dziadek wyjeżdżał na Śląsk, a babcia szykowała mu termos i kanapki… I słyszany przez sen warkot silnika… I te przejażdżki – tu pewnie dokonam jakiejś drobnej konfabulacji – podczas których dziadek brał któreś z wnuków na kolana, pozwalał prowadzić, a przede wszystkim trąbić! Tego nie pamiętam, ale pewnie tak było, spytam brata (on ma lepszą pamięć). Tak, tego dziadek pana Huelle nie mógłby sobie nawet wyobrazić. I to, nie ukrywam, bardzo mnie cieszy, a z zazdrości uchodzi powietrze. W końcu o te historie i anegdoty idzie przecież najbardziej, w sumie mają jednakową wagę, niezależnie od marki samochodu, które pomogły je utrwalić. Oto jaką refleksję mam na koncie - dzięki panu Huelle i jego dziadkowi Karolowi:)
PS. Te dwie sroki na samochodzie to ja i moja kuzynka. Drób obok to gęsi babci Jadzi i dziadka Leona. A samochód to skoda wujka Zbyszka.



:))) piekna fotka!!
fenomenalne zdjęcie :) Magia!
Huelle zawsze przypomina nam o pieknych historiach :)
Prawda, mala_mi…
A ja spokojnych Wam życzę…
i białych…
oby…
jesteś piękną kobietą, piszesz pięknie o pięknych sprawach, robisz piękne rzeczy…
nie pamiętam, zacierano mi ślady potencjalnych wspomnień brakiem spotkań, rozsypywano strach i lęk rodzinnych tajemnic, wokół narosły pnącza bluszczu i rodzą cierpkie owoce winogrona… bywa ze wino z nich jest bardzo aromatyczne.
Droga q (droga W., wszak to ty, wiem) – niemal w każdym domu tak jest – jakby historia była wstydem, zbędnym dodatkiem albo balastem, który przeszkadza w tworzeniu “dzisiaj”. A to cegła, przecież jedna z najważniejszych w budowie…
I cieszę się, że cię tu widzę…
Tyle, że na zdjęciu zamiast syrenki jest chyba Skoda (z całą pewnością nie jest to Syrenka)
oczywiście, że to skoda – jest o tym mowa w tekście i tak jest podpisane zdjęcie:)
Problem polega na tym ze nie czytam, długich tekstów. Nie mogę sie w pracy skupić na czymś co ma wiecej niż 5 linijek, a jeśli tekst jest skomplikowany, to nawet sie nie staram, bo nie ma szans na zrozumienie. Zawsze ktoś mi przerwie i zapyta o bardziej przyziemne sprawy. Pozwolisz wiec, że bedę skupiał sie głównie na zdjęciach :)
Serdecznie pozdrawiam (ten tekst pisałem w 3 etapach przez ok 8 minut)