Nie umiem go sobie nawet wyobrazić. Widziałam tyle filmów i zdjęć, a nadal jest dla mnie zagadką. Siena palona, ochra, spłowiały karmin, żółć neapolitańska – kolory przetarte suchą gąbką. Niedawno dostałam tkaninę utkaną w Kenii i byłam już blisko uzmysłowienia sobie, jaki uszczerbek na soczystości mają te barwy afrykańskie, ale po raz kolejny obejrzałam “Pożegnanie z Afryką” i zrozumiałam, że kolory mają swoją własną – stuprocentową – soczystość. Żadnych blaknięć, załamań, wybielenia – kąt padania światła jest w Afryce tak nieprzytomny, że wydobywa z barwy sok, jaki Europejczykom nie może się nawet przyśnić… O poranku Karen staje na trawniku, by pożegnać Denisa i jej cień jest tak długi, jak u nas wieczorem, ale światło jest jasne i kolor wibruje, błyszczy. Ona ma pięknie oświetlone policzki – pastelowe i świeże, wyraziste, ale nie ostre, a on jest piegowaty subtelniej:) Wspaniale byłoby dotknąć takich kolorów, poklepać drzewo kawowe po brązowym, spalonym słońcem pniu, zetrzeć złoty, ciężki pot z czoła i zniknąć pod szmaragdowym liściem wielkiej akacji… A potem wieje wiatr i odwraca krajobraz na lewą stronę, przygasza i przyszarza, rozmazuje kolor na kilkanaście łudząco podobnych do siebie odcieni, które znów sprawiają, że barwa wibruje, ale jakby podszewką, przez brunatny filtr. Pięknie to widać w scenie pogrzebu Denisa. Wejść w jądro koloru – to jest mój sen na dzisiejszy wieczór…

(dygresja: Meryl Streep jest wielka, wiarygodna jak niemal żadna inna aktorka. Doskonała jako Karen, która lubi zmieniać świat, szukać wyzwań, patrzeć na świat oczami Boga – tzn. z samolotu:), ale i jako Francesca, nieco nieśmiała, choć bystra kura domowa w filmie “Co się wydarzyło w Madison County”. W tym ostatnim filmie wypowiada magiczne zdanie, które czasem powtarzam sobie w ciężkich chwilach, gdy dociera do mnie, że prawdopodobnie nigdy do Afryki nie dotrę. Zdanie – w polskim tłumaczeniu nieco się rymuje – kto nie widział zebry o świcie, nie oznacza, że marnuje życie)
——–
A dalej są już tylko smoki.



[...] Zrodlo informacjiOryginalny artykul na:http://entelepentele.wordpress.com/2007/12/27/kolor-afryki/ [...]
Czekałam na nowy wpis codziennie wpisując adres bloga w przeglądarkę – i któż mógł się spodziewać, że taką paletą barw i wyobrażeń okołopowiekowych zostanę przywitana akurat w tej celebracji poranka.
Mam ochotę przytulić się do orzechowej podłogi.
Dziękuję.;)
a ja widze Ciebie jako podrozniczke. ducha juz masz, teraz tylko zmaterializowac :) afryka nie jest tak daleko, to tylko kwestia wielkosci walizki, jak mawia pewien aktor.
I do ręki “Heban” Kapuścińskiego…
o właśnie – heban! to jest król kolorów!
Nie umiesz sobie wyobrazić bo Afryka jest duża. Ja umiem sobie wyobrazić sto złotych a nawet tysiąc, ale miliona już nie. Za duża abstrakcja dla umysłu.
Pozdrawiam!
Spodobał mi się ten cytat… :)
A Afryka… Dwa lata spędziłam w jej północnej części. Tak blisko, tak daleko.
A gdzie, Pyzo? Jestem ciekawa bardzo…
Widziałaś Casablancę o świcie?