
Takie karmelowe światło ciągnie się za obiektem, wypuszcza długą, tłustą nitkę, do której przyczepiają się wszystkie napotkane przedmioty. Trudno się od niego odkleić, idzie człowiek chodnikiem ze słodką nitką przy płaszczu i ciągnie za sobą nieświadomych niczego ludzi. A słodki karmel, przyklejony bezpośrednio do skóry, wyrywa włosy boleśnie i nieskutecznie, bo ciągle i ciągle trzeba ten zabieg powtarzać…
Sprawiłam sobie karmelka w sobotę na seansie libańskiego filmu. Niespieszny cukierek, rozpływał się powoli, żadnych zaskoczeń, smak znajomy, przyjazny. Ale wdzięczny, odrobinę rozgrzewający egzotyczną przyprawą. Salon piękności, a jego firmową usługą jest depilacja karmelem. Kilka prostych, znanych historii z kobietami w rolach głównych – jedna z fryzjerek nich w samym środku romansu, inna początkująca lesbijka, jeszcze inna nie może się pogodzić z odchodzącą młodością. Receptura dobrego, prostego deseru, ale zaspokajającego apetyt za każdym razem. Byłam już raz w takim salonie piękności, ale wtedy to były południowe (chyba) stany USA i Julia Roberts wychodziła za mąż, a kilka stalowych magnolii, przesiadujących u Dolly Parton w małym zakładzie fryzjerskim, opowiadało sobie całe swoje życie. W żadnym z tych filmów nie liczyłam na pikanterię, ale na odrobinę orzeźwiającego wiatru.
Z delikatesów wróciłam z jakimiś ostrymi afrykańskimi przyprawami i głośno obwieściłam, że na obiad będzie Liban. Usłyszałam słodką odpowiedź: Z mojego żołądka możesz nawet zrobić Bejrut…



:))))
super.
Bejrut jest dobry, ale na moją wyobraźnię nieporównanie bardziej działają nazwy Sabra i Szatila oraz Zachodni Brzeg Jordanu.
Końcówka! :)))))))
Przepiekny blog, napatrzec i naczytac sie nie moge :) Na pewno bede wierna czytelniczka! Film “Karmel” mam zamiar zobaczyc wkrotce, lubie kino pokazujace kobiety na Bliskim Wschodzie.
Pozdrawiam serdecznie :)
Podoba mi się szczególnie: “Z mojego żołądka możesz nawet zrobić Strefę Gazy”. Porywające…:)
Chichiro – zapraszam, zapraszam…