Komu anegdotę? Taką gorącą i świeżą?

Historyjka jest świeża, bo z tegorocznej sesji egzaminacyjnej*. W Filmówce piszą studenci egzamin. Profesor przechadza się po sali i czujnym okiem obserwuje swoich podopiecznych. Coś przykuwa jego uwagę – staje nad jedną ze studentek, przygląda się jej i mówi: – Jako mężczyźnie mi nie wypada, za to jako wykładowcy jak najbardziej – i sięga dłonią za dekolt studentki i wyciąga piękną, długą, starannie zrobioną ściągę. Studentka – kompletnie oszołomiona – wstaje i taksuje profesora wzrokiem, ale riposta jest szybka: – Jako studentce mi nie wypada, ale jako kobiecie jak najbardziej – i wymierza soczystego policzka… Piękne!
*Z anegdotami tak już jest, że uznawana za świeżą, jest jednak ubiegłoroczna. Jeśli tak, pardon! Choć ta powyżej przytoczona rozbawia mnie bardzo tegorocznie… Salut!



Powinno się to kończyć uwagą, że od dwudziestu lat są szczęśliwym małżeństwem ;)
Ave! :)
Kończy się uwagą, że studentka skończyła naukę z wyróżnieniem. U rzeczonego profesora ;)
w wersji soft tej anegdoty wykładowca prosi studentkę o rękę (celem sprawdzenia zawartości dłoni…), na co ona odpowiada, że musi to skonsultować z mamą…;)
Tak, zapomniałam o tym szczególe – że studentka wyróżniająca się była… Dzięki!
;))