Dziś tylko krótka historia na dobranoc. Jestem poza.
——————-

Jose Rodriguez Montoya wykopał dół. Taki dół metr na metr szerokości i półtora metra głębokości. Kopał ten dół z miną radosną, wyciągał łopatę za łopatą, a ziemię odkładał systematycznie na bok. Aż usypał wcale pokaźny kopiec. Potem do dołu wstawił krzesło. To było krzesło, właściwie krzesełko rybackie, składane, ale z oparciem. Wskoczył do dołu, usiadł na krzesełku i tuż przed swoimi oczami ujrzał przecięty korzeń, przeciętą smugę piachu i przeciętą dżdżownicę, która przez przypadek przebijała się przez twardą ziemię Kadyksu akurat wtedy, gdy Jose Rodriguez Montoya kopał dół. Tak więc Jose siedział na krześle z połową dżdżownicy przed oczami. I wtedy patrząc na to nieszczęśliwe półzwierzę, krzyknął: - Enrique, teraz! Enrique, stary dozorca parku, niechętnie, ale przecież Jose zawczasu dał mu kilkaset peset, więc niechętnie, ale jednak, zaczął wsypywać tą samą łopatą ziemię do dołu. Powoli Jose niknął pod kilogramami piasku. Po chwili nawet głowa Jose zniknęła. Enrique nie mógł długo na to patrzeć. Błyskawicznie zgarnął resztę ziemi z kopca i dokończył dzieła. Potem ziemię udeptał rozkłapcianymi espadrilami i obrzucił pierwszymi żółtymi, bo przecież już jesień, liśćmi. – Na pierwszy rzut oka nic nie widać – pomyślał. – Na pierwszy rzut oka nic się nie stało. A potem Enrique na tyle szybko, na ile mógł, poczłapał w stronę swojej stróżówki.
Autor: Lopez Mausere z Berlińskiego Klubu Polskich Nieudaczników



:D
jest taki pan bardzo ładnie i spokojnie śpiewający, co zwie się Jose Rodriguez właśnie – gorąco polecam
swoją drogą myślałam, że to o nim będzie, ale i tak ładne :>
Zaraz, zaraz, a to nie byl przypadkiem Jose Gonzalez, ten od tej piosenki z piłeczkami?
Jose Gonzalez – tak, tak.
dzięki
He! Rodriguezów jest tylu, że pewnie któryś dobrze śpiewa:)
ale ten jest ze Szwecji i się nazywa Gonzalez akurat :>
naprawdę polecam
Ja tego nie napisałem- ktoś sie w moje piórka stroi!!!
Nie wiem, ktoś Ty, Wojciechu, a tę historyjkę z wyraźnym nazwiskiem autora to sobie wycięłam i mam gdzieś – czy właśnie nie z “Kolana” wycięłam? Chyba tak.
Choć, owszem, korekta mogła nawalić:))