Wierzę w cuda? Wierzę w cuda. Wierzę, jak wierzyć zaczęłam w intuicję – czyli w ten przebłysk przed zdarzeniem, które nieuchronnie nastąpi, a które jest czas nieco zmodyfikować.
—–
Miałam bowiem piękną glinianą misę, którą ojciec kupił mi w kaszubskim skansenie rok świetlny temu. Kochałam ją miłością serdeczną i traktowałam jak stały element rzeczywistości, jak punkt, dzięki któremu wiedziałam, że mam się dobrze i tak się mieć mam. Wiele przeszłyśmy razem, w wielu miejscach jadłyśmy wspólnie sałatę i chipsy. Ale wczoraj misa została potłuczona. Zrobiłam nawet drastyczne zdjęcie temu (chyba po to, by smutek swój rozdrażnić), w co się zamieniła po upadku, ale nie zdecydowałam się go pokazać… Bardzo się przywiązuję do rzeczy i mam wielki żal i łzy w oczach, gdy znikają, drą się i tłuką. Szczególnie, gdy są to przedmioty wyjątkowe, piękne, z historią. W takich momentach odkrywam niechcący nieuchronność końca każdego procesu i niebezpiecznie zbliżam się do kresu czasu. Trochę mi wstyd za ten sentymentalizm, ale naprawdę po podobnych katastrofach świat wygląda odmiennie i znacznie bardziej ubogo… Pytanie, które się wczoraj narodziło – kleić czy nie kleić? Co powstanie po sklejeniu – namiastka czy nowa jakość? Coś funkcjonalnego czy jedynie bolesne wspomnienie niegdysiejszej całości? A odpowiedź, która przyszła dziś wraz z porannym otwarciem okna i zapatrzeniem się w śnieg, okazała się jasna – kleić, bo są przecież cuda… I ten cud zespolenia wszystkich skorup nastąpi. I wypełni mocą szczeliny i zwiąże glinę na nowo…
—–
W świąteczny weekend obejrzałam sobie filmowy szlagier pt. “Trzy dni Kondora”. Zauroczona jestem sposobem, w jaki jest sfotografowany. Okiem (a oko należy do niejakiego Owena Roizmana, A.S.C.) człowieka, który miękko widzi. Świat dla niego nie jest kanciasty i ostry, ale subtelny i pastelowy. Żadnej krzykliwości, kolorystycznego rozpasania, spokój i harmonia… Lubię patrzeć na ubrania bohaterów, na wełny i chropowate tweedy… Czapkę z futerkiem i szlachetnie starte dżinsy… Na stary, delikatny świat i świt pyrkającego na gazie imbryka… Mokry listopad i puste ławki w nowojorskich parkach. Miałam podczas oglądania nieodparte wrażenie, że mogłabym warunkowo pokochać to miasto – gdyby wciąż wyglądało jak w roku mojego urodzenia i w chwili kręcenia tego filmu… Ostatnio mój drogi M. pokazywał mi reklamówki firmy, zajmującej się przygotowywaniem efektów komputerowych. Samochód, który zamienia się w dzikie zwierzę i odwrotnie, trampki podszyte ogniem, wariacje na temat duchów, ożywionej materii, szeroko rozumianego brandu:) A wszystko sprowadza się do zera i jedynki (czyli jak mówi M., do tego, czy jest prąd, czy go nie ma)… Oczy miałam szeroko otwarte ze zdumienia i pewnego podziwu, no ale jednak sentymentalizmu nie da się ot, tak odrzucić po kilku sekundach dobrej reklamy… I niemal natychmiast zatęskniłam za pyrkoczącym i rozgrzanym imbrykiem Kathy – głownie dlatego, że on istnieje naprawdę… Że można się sparzyć, że można go naprawić, gdy się zepsuje… A to, co naprawione, nosi na sobie ślady naprawienia… Że w świecie, w którym jest mi najlepiej, gładkie CTRL+Z najzwyczajniej nie działa.



tak Cię czytam i za każdym razem mam to właśnie a nie żadne inne wrażenie, że niesamowicie wiele masz do powiedzenia, i właściwie o wszystkim.
i to nie tylko treść, alei forma.
aż miło czytać.
no i przy tym od razu zapala się lampka, która oświetla te kilka mało treściwych zdań moich.
jak mawia mój przyjaciel:
niech się dzieją cuda!
:>
Monika, you´re a photoshop artist :)
wiara w cuda jest niezbedna do zycia – one zdarzaja sie na kazdym kroku i niekoniecznie sa spektakularne, jak np. przywrocenie zycia niezywemu. ale juz np. taka wiosna – co roku piekna, a jakby powstala z martwej zimy…
kaszubskie motywy wzornicze zawsze b. mi sie podobaly, babcia maria sama takie rozne przedmioty zdobila
Sentymentalizm jest dobrem współczesnym. Należy go w sobie pielęgnować i celebrować. :)
Oglądałem wspomniany przez Ciebie film chyba ze 3 razy, ale nigdy nie dostrzegłem tego, co opisałaś. Dzięki Tobie skuszę się na kolejny raz.
Umysł ludzki jest tak zaprojektowany, że postrzega najbliższe otoczenie i świat korzystając z zasobów swego umysłu. Im bardziej rozbudowany świat pojęć i relacji między nimi, tym więcej możliwości poznawczych. Świat i płynące zeń doznania są kreowane przez nas samych.
probuje zatrzymac sie na kazdym zdaniu… :)
pomyslalam tez o wielu przedmiotach, ktore woze za soba i ktore nigdy sie nie gubia. np dzban, ktory dostalam od kolegi w ramach zaplaty za uszycie plecaka. i wszystko co sie z tym wiaze, a jest tego sporo!!
chyba rozumiem co czujesz.
:)