Kaprys
kwiecień 2, 2008 autor entelepentele
Moi rodzice mieszkają w starym pałacu, należącym onegdaj do pewnego niemieckiego grafa. Pałac mógłby być piękny do dziś, gdyby nie kaprysy PRL-u i pomysł na urządzenie w nim biur PGR-u, schroniska młodzieżowego, a potem jeszcze przedszkola, a wcześniej jeszcze jakiegoś radzieckiego komisariatu… Natomiast pierwotny właściciel pałacu, czyli wspomniany graf, lubił jeździć bryczką brzegiem rzeki i leśną drogą, którą miał kaprys obsiać pospolitymi dla tego lasu złociami, gajowcami i bluszczykami tak, by tworzyły po obu stronach drogi piękne, kolorowe kobierce… Jeszcze dziś, gdy wędruje się wiosną nadrzeczną drogą, ma się pod nogami resztki tamtego kaprysu i zaiste las wygląda wspaniale.
Kapryszenie to jest także moje zajęcie. Lubię kaprysić i patrzeć, jak inni kapryszą. Niedawno przed salonem Svarowskiego słyszałam kobietę, która zachęcała swojego mężczyznę, by jej kupił kryształowego tukana za bagatela 3 tysiące. - Taki piękny drobiazg - powiedziała. - Ty to masz kaprysy - powiedział on, ale weszli do sklepu, a pani z wrażenia rozbłysły oczy. W autobusie piękny chłopiec mówi do znudzonej żuciem gumy koleżanki: - Chcę się uczyć węgierskiego. A ona, gdy już sobie przypomniała, gdzie mniej więcej leżą Węgry, odpowiedziała: - To są jakieś wielkopańskie kaprysy:) Cieszyło mnie kilka ostatnich dni, tych z rewelacyjnie kapryśną pogodą, która absolutnie nie była w stanie się ustabilizować i poranki skrzyła słońcem, śniadania obsypywała śniegiem, obiady okraszała deszczem, a podwieczorki suchym i ostrym wiatrem…

Moje kaprysy nie są specjalnie wysublimowane. Widziałam ostatnio u Pajęczaków rozkoszną babeczkę i zaraz przypomniał mi się mój stały kaprys, nazywany zazwyczaj ciachem z placu zabaw, bo jest to smakołyk nagminnie kupowany przeze mnie w kawiarni przy jednym z ogrodów jordanowskich. Stanowczo ulegam temu kaprysowi i właściwie nie jest to już kaprys, a nowa świecka tradycja… Przy jedzeniu ponadto nie kapryszę, choć nie znam nikogo, komu udałoby się namówić mnie do zjedzenia gotowanej pietruszki… Za to kapryszę stanowczo przy muzyce i przy lekturach…
Kaprys ma wielką moc - jak piorun kulisty - wślizguje się nagle, niemal przez dziurkę od klucza i czyni umysł jasnym i zdecydowanym, jakby człowiek nagle dostrzegał mocno oświetlony cel przed sobą, do którego prowadzi jedyna i bardzo prosta droga. Chcę! Nie chcę! Teraz! Rzeczywistość się nieco rozszczelnia i wpuszcza burzę albo wysysa człowieka z człowieka. Niektórzy zamieniają się wtedy w potworów i rzucają na ziemię… Inni wpadają w lekką melancholię i terkoce im wobraźnia, wchodząc na coraz wyższe obroty… Kaprys może być przecież zaczynem wielkiego dzieła, gdy się coś do czegoś doda, ot tak, dla kaprysu i powstaje dynamit! Albo początkiem wielkiego spotkania, gdy zechce się w obcym mieście skęcić w lewo zamiast w prawo i spotyka gwiazdę filmową na wakacjach… Wagi kaprysów nie należy lekceważyć, ale i przeceniać zanadto też nie wolno. Życie, z kaprysów złożone, musi być doprawdy trudne i w ostatecznym rozrachunku nudne…



zdradze wielka tajemnice. lubie kaprysy, nawet uwielbiam! ale tylko swoje.
u innych znosze je z trudem i zdarza sie, ze wypuszczam wtedy swojego potwora… ;)
Ubieram się w kaprysy. W nutkę samozadowolenia, samospełnienia… że się coś udało, że się nie spieszyło i proszę - co my tu mamy.
W tym wszystkim najlepsze jest to, że kaprys może kryć się pod każdą postacią! Od czekoladki do dalekiego wyjazdu, wszystko przybiera formę kaprysu gdy tylko… mam taki kaprys.
I właśnie dlatego mam Cię w ulubionych.
Wiesz… niebezpiecznie jest czytać Ciebie popijając poranną kawę. Od tych Twoich kaprysów pączków mi się zachciało, a i z pracy bym wybiegł powałęsać się po jakiś kobiercach lub ich pozostałościach. :)))
Pozdrawiam solidarny w kaprysach
ja jestem bardzo kaprysna - mam humory i humoreski, bywam nieznosna dla otoczenia… kiedys z tym walczylam, teraz twierdze - niech mnie lubia, jaka jestem albo wcale:)
Bywam kaprysna i lubie te stany bardzo :) Teraz mam kaprys nicnierobienia, niewychodzenia z domu i spedzeniu dnia na samych bzdurkach :)
Pozdrawiam :)
A ja się uczę kapryszenia. Lekarz mi zalecił. ;)
Kaprys moze duzo wytlumaczyc, i ja tak sobie je tlumacze :)
ja jestem z tych co rzucają się na ziemię i walą rekami i nogami :)
kaprys- podoba mi się to słowo, kojarzy mi się z luksusem, takim, na który nie każdego stać
Kapryśniaczek. Mam ochotę na bułę i kakao.
Moniko, jesteś czarodziejką. :)