PS. I love you*
kwiecień 8, 2008 autor entelepentele

Ta pocztówka przyfrunęła do mnie z Portugalii od nieocenionej Marty. Pocztówka jest stara, prawdopodobnie z antykwariatu. Piękne dziewczę na lśniącym obrazku, a z tyłu notatka w niezrozumiałym dla mnie języku, wykonana zachwycającym charakterem pisma… Oglądając tę kartkę, zdałam sobie sprawę z faktu, że są takie dni w tygodniu, gdy moja ręka nie wie, co to jest ręczne pisanie! Tłukę w klawiaturę i doprawdy, dopiero dziś tak na poważnie zaczęło mi to przeszkadzać. A to przecież wbrew naturze człowieka, który - od momentu rozrośnięcia się płatów czołowych - rył czym popadnie i gdzie popadnie… Kamieniem na kamieniu, narzędziem z brązu na ścianie jaskini, kijem na piachu… Pisał, rysował, tworzył. Ja czule obejmuję mysz komputerową i klikam kolejne zakładki graficznego programu i mam dzieło, jakich tysiące widzę codziennie w sieci. Albo piszę sobie tekst futurą lub minionem:), przywiązana do klawiszy jak galernik do wioseł…
A pismo ręczne jest tak wyjątkowe i jest to tak oczywiste, że aż nie mam mocy tłumaczyć. Emocje, jakie towarzyszą napisaniu kolejnego słowa powodują, że ręka drży… Bo człowiek myśli, co napisać, bo trudno później odwołać, co się naskrobało. Skreślenie widać, gumki ołówka robią nieestetyczne smugi albo dziury, a przepisywać się często nie chce… Bo trzeba poszukać odpowiedniego słowa samemu, bez włączania słownika jednym palcem…
Miałam kilka lat temu czas pisania listów papierowych. Bez specjalnego anturażu, bez ozdobnej papeterii, kałamarza, za to na czystej kartce, która dopinguje wyobraźnię i ołówkiem (którego zapach lubię) albo zwykłym długopisem. Na takie listy potrzeba czasu, ale na nie właśnie się czeka, bo niosą ze sobą czyjąś uwagę i tak przyjemnie wyjmuje się je ze skrzypiącej skrzynki pocztowej. Mam też całe pudło kartek pocztowych z wielu miast, z małych nadmorskich wiosek, z miejsc, które trudno mi sobie wyobrazić, są tak daleko; na nich poprzyklejane bilety tramwajowe, odbite obrazki z własnoręcznie zrobionych stempli, liście i suszone kwiecie. No życie, po prostu…

Lubię przyrządy do pisania. Całą podstawówkę pisałam zenithem, który nigdy się nie zepsuł! Miałam też kilka pachnących chińskich długopisów. W czasach mojej podstawówki przybory made in China to był szczyt luksusu, bo wtedy te rzeczy były naprawdę przyzwoicie zrobione (a może pamięć mnie trochę ropieszcza:), pamiętam przecież kolorowe pachnące gumki do ścierania i niesamowicie kolorowe flamastry, które rysowały jak marzenie, piórniki z nadrukiem lal o ogromnych błękitnych oczach, fluorescencyjne kredki i delikatne pędzelki… Każdy chciał mieć choć jedną taką piękną rzecz, która rozświetlałaby mu szare popołudnia przy odrabianiu lekcji… A pierwsze (i na razie ostatnie) prawdziwe pióro dostałam od ojca w połowie studiów, piszę nim czasem do dziś, bo - choć je lubię - do konserwacji nie przykładam się w ogóle, dlatego odmawia współpracy… Sprawiłam sobie także piórko, na stalówki, z długą, jasną obsadką - i tym piórkiem wraz z czeskim tuszem wypisałam ponad 100 zaproszeń na ślub brata… Ech, to była prawdziwa kontemplacja, z wysuniętym językiem i usmarowanymi palcami…
No i taki papier zostanie, gdy już wysiądą wszystkie serwery świata, a Wordowi rozsypią się biblioteki i rozjadą tagi. Zostanie na przykład taka mała kartka, którą napisał pewien pan do pewnej pani 60 lat temu, zaczynając pierwszy wyraz od tak zakręconego kaligraficznie Z, że dusza się uśmiecha, a palce rwą do pisania… Albo wiersz, naskrobany na kartce z zeszytu od polskiego, którym sentymentalnie szantażuję kolegę z liceum:). Same skarby!
—–
* As I write this letter
Send my love to you
Remember that I’ll always
Be in love with you
Treasure these few words
Till we’re together
Keep all my love forever
P.S. I love you
You you you
[The Beatles]



PS. 2
Korzystając z okazji, chciałabym wyrazić solidarność i przytulić do serca wszystkich moich szczecińskich przyjaciół, którzy przeżyli dziś prawdziwy kataklizm (deszczu żab tam doprawdy brakowało). Niektórzy wiadomości dostawali ode mnie esemesem, by nie nadwerężać nienaładowanych komórek… Ech, natura, ta to umie grozić palcem…
dobranoc!
Ta karta rzeczywiście jest bardzo piękna :). Kiedyś myszkując w rzeczach babci, gdzie między innymi znajdowały się kartki też znalazłam podobną. Piękne wspomnienie.
bardzo lubie zapach recznego pisma :)
zrośnięcie się z klawiaturą jest okropne.
nie dość, że odwykłam od trzymania w ręce pióra (które uwielbiam), to czasem dziwię się na widok własnego pisma… jeśli już robię jakieś notatki, są one ultrahermetyczne - zwykle tylko ja jestem w stanie je odszyfrować.
Czy my przypadkiem nie jesteśmy siostrami?
***
Jeszcze niedawno zacięcie pisałam listy do Mojego, chociaż kilometry nas duże nie dzieliły. Ehh, to były czasy. Szczególnie, gdy odpisywał! Wyczekiwanie na listonosza i ten moment przed wysunięciem kartki z koperty… niesamowite uczucie.
W czasach mojego dzieciństwa pisywało się do przyjaciół ze skrzynek kontaktowych w Bravo, w Popcornie. Jaka to była radocha! Nie zapomnę nigdy :)
Chociaż dzisiaj przywykłam do klawiatury, bo jest szybciej i czytelniej, bo zawsze można usunąć i wyrzucić do wirtualnego kosza… prawdziwe listy w prawdziwej skrzynce zawsze będą mnie cieszyć milion razy bardziej niż te online.
Musze znow zaczac pisac do ciebie listy:) to byl fajny czas i wymaga reaktywacji!
Kartka, która wywołała w Tobie tyle ciepłych i emocji jest intrygująca, ale nie zastąpi tego, co trzymasz w swoich kartonikach. Ja na tego typu cymesiki mam kartony po butach. Najstarsza kartka pochodzi z 1918 roku i pisana jest przez najmłodszą z sióstr mojej babci. Odnalazłem ją w stosie rzeczy i szpargałów robiąc porządki na strychu domu, w którym mieszka mój 85-letni ojciec. Jest w niej zaklęty i czas, i nacisk pióra, dotyk dziewczęcej dłoni… Magia papieru i pióra
Pisanie listów to jest wielka rzecz, że pozwolę sobie sparafrazować samego Wyspiańskiego. ;)
Nic tak nie koi, nie przynosi tak wielkiej radości, nic też tak nie przybliża nas do odległego o setki, tysiące, tysiące tysięcy kilometrów człowieka niż poligony literek przyszpilone zapachem atramentu.
O tak, listy to jest wielka rzecz. :)
Tak, zwłaszcza od Ciebie Mag. :) Widać uzależnienie od netu nie wyklucza słania listów, listy i kartki zawsze ponad maile. Zresztą, fakt faktem - taki list pisze się po prostu INACZEJ (i inaczej czyta). Jedyn problem to znienawidzona poczta polska. :>