Zapach dziecka
kwiecień 17, 2008 autor entelepentele
M. i F. wrócili ze spaceru z “Antologią polskiej animacji dla dzieci”. Trzy płyty i 37 filmów dla najmłodszych. By nie psuć wspólnego oglądania, ukradkiem zerknęłam na dwa - “Pyzę” i “Za borem, za lasem” - i zwariowałam. “Pyza” jak to pyza, pulchna i okrąglutka, wędruje po polskich dróżkach, a nawet podróżuje autobusem - aż do Torunia:) Animacja poklatkowa w powijakach, zdaje się siermiężna i pewnie dla współczesnych dzieciaków mało atrakcyjna, ale za to jaka staranność - dziś wszystko da się zrobić w komputerze, wyczarować wszystkie światy, istniejące i nieistniejące, umaić je tysiącem barw, a nawet dać człowiekowi drugie, alternatywne (niektórzy twierdzą, że lepsze) życie, w którym wreszcie może się naprawdę zrealizować. Ale doprawdy, oglądając tę “Pyzę”, wyobrażałam sobie, który z tych grafików, z dowolnego dream teamu animatorów, potrafiłby wyciąć z tektury taki łowicki domek i wyprodukować z podłych, dostępnych w PRL-u, materiałów tak wdzięczną, piękną Pyzę, w kolorowej krajce… Z filmem “Za borem, za lasem” jest jeszcze ciekawiej - nie dość, że to żwawo zrobiony, bajecznie barwny film z wycinanek, to jeszcze ma wielki walor edukacyjny - pokazuje obrzędy i zwyczaje łowickie, a ilustrację muzyczną zrobiła prawdziwa ludowa kapela… No po prostu jejusmargaryna i reszty filmów nie mogę się doczekać. Ale to dopiero jutro, główny adresat tych filmów już bowiem śpi:)

Właśnie, dziecko… Oglądając Pyzę i jej przygody wśród pachnących pierników, przypomniałam sobie, że w moim nieocenionym notesie mam notatkę, w której zapisałam zapachy F. niemal we wszystkich momentach jego życia… Robię to nadal - od czasu do czasu - wiedząc, że nigdy później dokładnie nie przypomnę sobie tej woni na karku dwuletniego mężczyzny:) Nie jest zresztą powiedziane, że te zapisane wrażenia szczególnie mi w tym pomogą, ale i nie przeszkodzą przecież… Pierwszy zapis to “świeżo czerpany papier”, mokry, dopiero co wyjęty z wody, który paruje na powietrzu, wiążąc luźne włókna w trwałe sploty… Tak było, tak pachniała skóra małego Pasażera, gdy się wreszcie wydostał na świat! Potem zapisałam “dobrą herbatę”, świeży, orzeźwiający zapach zwiniętych aromatycznych liści, potem “słodki, zielony groszek”, tuż po rozerwaniu strąka, gdy się te drobne kulki rozgryza i pękają sokiem - tak pachniały drobne palce F. w nocy podczas karmienia… “Pierniki” są zapisane dużo później, spocona skóra, która oddaje korzenną woń balsamów, dobrej zabawy i proszku do prania. Jest też zapisek “mocznik”, wiadomo:), “sól morska” - to od kropli do nosa, “skórzana tapicerka samochodowa” - nie doszłam, dlaczego…, “za uchem malina” - sok malinowy F. pił chyba jako pierwszy w swoim życiu, “czarnoziem” - wyłapany po spacerze w parku, podczas którego syn drążył ziemię w poszukiwaniu trufli:), “piżmo na czole” to F. wytarmoszony przez ojca:) Pachnie to dziecko jeszcze kurzem z odkurzania, kaszką kukurydzianą i słodkim zapachem krwi - czyli wszystkim tym, czym pachnieć winien prawdziwy twardziel, który nie krzywi się, gdy matka opatruje mu skaleczony w zabawie palec i który w zapachu ulubionego misia właśnie w tej chwili unosi się gdzieś ponad ścieżkami dorodnej Pyzy…



Mhmm…
:)))
lubilam pyze.
dla mnie zapachy sa bardzo wazne, nie zapisuje - ale pamietam.
Jednym z najpiękniejszych zapachów na ziemi jest właśnie zapach skóry dziecka, główki małej, mlecznej, rumianej, woniejącej w pełni swej zmysłowości i ciepłoty. Ma się wówczas - takiego pyza małego rumianego - ochotę zjeść. Cud-miód. :)
może to głupie, ale dziecka nie mam, za to mam psa, i jego łapki pachną cudnie:)
a “zaczarowany ołówek” tam jest?- uwielbiam tę bajkę
O, “Zaczarowanego ołówka” nie ma, ale dla miłośników psów jest i “Reksio”, i “Piesek w kratkę”, i “Kundelek”. Ten ostatni szczególnie wzruszający:)
Dzis wieczorem to ja mam faktycznie nastroj na pogodny kolorowy film, np. na przygody Baltazara Gabki:)
Ta antologia to prawdziwy rarytas!
Dziecka tez nie mam i jakos za dzieciecym zapachem nie przepadam, ale kojarzy mi sie tylko i wylacznie z zapachem mleka (a nie cierpie mleka). Dla Was bedzie to kiedys znakomita pamiatka i jakby dodatkowa, metafizyczna pamiec :) Swietny pomysl, gdyby mozna jeszcze te zapachy chwytac i zamykac w buteleczkach…
Droga Chihiro - z moich doświadczeń wynika, że dziecko potrafi pachnieć wszystkim, tylko nie mlekiem:)
A pomysł z butelkami na zapachy jest chyba możliwy do realizacji, trzeba by zatrudnić tylko (tylko oznacza “za kupę pieniędzy”) dobry nos jakiegoś perfumiarza:)
ja wtulam się często w minaturowy kark mojej koty i odkrywam tam wonie niezwykłe, za każdym razem inną.
nie wiedziałam, że kot może tak pachnieć.
zapachy psów nie są już tak różnorodne, choć wiem, że każdy pachnie jednak inaczej.
a zapachy dziecka - cóż, kolejny powód, by je mieć :)
No tak, wiedzialam, ze to tylko moje skojarzenia, i ze sa bledne :( Na pewno kiedys przekonam sie sama, jak to z tymi dzieciecymi zapachami jest :)))
A nosy sa rzeczywiscie drogie, i musialyby Ci asystowac non stop, bys mogla wykrzyknac: “O ten zapach, ten, teraz, w tej pierwszej minucie po spacerze, to prosze uchwycic!” :)
Upierał się będę, że dzieci potrafią cudnie pachnieć mlekiem, a wszystkie inne są właściwie niezauważalne. Do dziś pamiętam zapach swoich dzieci.
A z bajek swego dzieciństwa chętnie przypomniałbym sobie “Jacka i Agatkę”, “Balbinę”, “Filutka” i jeszcze kilka innych.
Pozdrawiam bajkowo
W takim razie moje zapisane zapachy będą istniały tylko w wyobraźni:)
Lunetariusie - i ty, i ja wiemy, że każdy dzieciak pachnie inaczej - i dobrze! Jedne pachną mlekiem, a inne oliwkami, które wyjadły ze słoika:)
ale toronto (czyli: torun) jest rzut kamieniem (stad)
A mnie nie przyciągnął opis bajek (chociaż ten zaczarowany świat, kolorowy świat PRL-owskich motywów uwielbiam), za to opis zapachów F.
Fajne takie notatki :) Matka nie musi mówić o tym, że kocha swojego synka, to widać w opisach.