
Kolega z bloga obok (brzmi niemal jak z bloku obok) zainspirował mnie do odnalezienia starej skandynawskiej baśni* o chlebie. Trochę jak przypowieść – takie słowo na niedzielę:
“Chleb był głodny, bo piekarze nie zrobili mu ust. Okrągły, podobny do głowy bez oczu, leżał na stole i nie był w stanie myśleć o niczym innym, tylko o jedzeniu. Całymi godzinami marzył o białym, smacznym miąższu i chrupkiej skórce posypanej makiem, co potęgowało jego głód, a na dodatek bał się noża, który leżał przy nim na stole, zimny, dobrze naostrzony i co jakiś czas pobrzękiwał groźbami, że już niedługo zagłębi się w jego białym ciele.
I pewnego dnia – było to przy wieczerzy – nóż wszedł w jego białe ciało i rozciął je głęboko. I właśnie wtedy, gdy ludzie zaczęli łamać się jego białym, kruchym miąższem, chleb przestał się bać. Zrozumiał, że wyzwoli się z głodu, jeżeli rozda siebie tak, że nie zostanie po nim nawet jeden okruch.
I tak się stało. Im bardziej go ubywało, tym mniej się bał. A kiedy nie było go już wcale, na ciemnym dębowym stole pozostał po nim tylko piękny ślad – krąg mącznego pyłu, podobny do ciepłego słońca”.
——-
cytat za “Złotym pelikanem” Stefana Chwina



Gdziesik zgubilam te ksiazke, nie byla najlepsza Chwina, ale chetnie bym na nia rzucila okiem:)
przyznaje sie: nie czytalem “Zlotego pelikana”, po niedokonczonej przygodzie z “Esther” zrezygnowalem z dalszego poznawania p. Chwina
Agnieszko, ja wiem, gdzie ta książka jest:)
F. – bo i Chwin po “Esther” nie napisał ciekawej książki. Jego – wg mnie – najlepszym dziełem jest “Krótka historia pewnego żartu”…
Przepyszne!