
Sobotnia noc doprawdy musiała być upojna. Skasowana ławka, naruszone drzewo, rozbity reflektor… Przez cały dzień to auto – porzucone bez cienia żalu przez własciciela – było atrakcją naszej ulicy… Wygląda jak wyrzut, poczyniony dorosłości, że pozwala na takie nieprzyjemności… Ale zanim ta historia nabierze aromatu najprzedniejszej anegdoty, przyniesie temu sobotniemu kierowcy niemało kłopotów…
Myślę o tym wyrzucie wobec dorosłości od dwóch filmów ostatnio widzianych. Pozornie niepasujących do siebie, a jednak wiele je łączy. “Control” i “Sen Kasandry” są opowieściami o inicjacji w dorosłość. Ian Curtis niemal jednym gestem przechodzi ze zdecydowanych chęci do nonkonformizmu w sam środek nonkonformizmu, którego nijak nie da się dzielić z tzw. normalnym życiem, a dwaj bracia z filmu Allena w jednej chwili dowiadują się, że dorosłe życie, którego tak bardzo chcą, wymaga nie tylko wyprowadzenia się od rodziców, ale i podejmowania kwestii znacznie trudniejszych i doprawdy wyrafinowanych jak monologi z greckich tragedii… Są tacy, co się znakomicie odnajdują, jak jeden z braci, ale dla innych przebijanie się przez kolejne etapy bycia dorosłym kończą się kraksą. Tyle marzeń i obgadanych po nocach planów, a Kasandra ma i tak dla każdego tylko jedną ścieżkę i czasem podszeptuje, że ta – a nie inna – będzie najwłasciwsza, ale oczywiście nikt jej nie słucha… Każdy wie lepiej, co jest mu przeznaczone… Jasna rzecz, że nie byłaby ludzkość w miejscu, w którym jest teraz, gdyby słuchała tych podszeptów – to właśnie tacy nonkonformiści pchają świat do przodu, dają mu skrzydła, koło, zacne trunki, wspaniałą muzykę i jeszcze lepsze wiersze…
Ale kto – w licealnej ławce – by pomyślał, że dorosłość tak boli? Weryfikacja jest szybka – to nie chodzenie z głową w chmurach, ale ewidentne chodzenie na pasku – korporacji, rodziny, wymagającej publiczności… Nieustająca – nawet nie walka – ale nudna szarpanina między tym, co się wydawało, gdy nastolatkiem wypalało się trawkę albo papierosy rodziców, a tym, co w słowie wolność oferuje dorosłość – pożyczony jaguar, przejażdżka którym zaiste rozwiewa włosy, dreszczyk emocji (dlaczego nie) przy legalnym już teraz (a nie pokątnym, gdy się jest pryszczatym dzieciakiem) pokerze… A przecież długów i wgniecionych błotników nie ma w wyobrażeniach o świecie, gdzie się stanowi o samym sobie – nie ma też pieluch, martwej atmosfery małego miasteczka, a moralne zasady, których stara się się trzymać większość, można naginać w nieskończoność… Stąd nieustające kraksy, z których tylko Kasandra wychodzi najmniej pokiereszowana.
Ech – jeszcze zdaniem w nawiasie napiszę – jakie piękne są zdjęcia w filmie “Control”! Od razu wiadomo, że autor jest fotografem. Co kadr, to znakomite zdjęcie! Wspaniałe światło, perfekcyjnie dobrany drugi plan, zadziwiające perspektywy. Myślę, że każdy artysta chciałby mieć tak sfotografowane życie:)



Nic nie boli tak jak życie… To słowa z piosenki Budki Suflera.
Będąc w połowie swej drogi poprzez doświadczenie zwane życiem potwierdzam, że wejście w dorosłość jest bardzo bolesne momentami. Ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć jedno: życie jest cudowne.
kraks unikam jak ognia!!
i mysle, ze doroslosc pewnego typu ludzi nie dotyka zupelnie.
tak z obserwacji… ;)
No tak – ciekawa kwestia jest, ile osob siedzialo w tym maluchu:) Widzialam oba filmy i mysle, ze racje masz – to opowiesci o przekraczaniu progu, ktory bardzo chce sie przekroczyc, gdy ma sie nascie lat i o tym, ze nie da sie go ponownie przekroczyc, chocby nie wiem, jak sie chcialo – szczegolnie u Allena to widac… A zycie – tak, cudowne, byle sobie non stop nie przypominac, ile juz za nami i jakie moglyby byc nasze wybory, gdyby ktos pozwolil nam wybierac jeszcze raz…
Ja tak bardzo nie chce byc dorosla!!! Moge byc dojrzala, prosze bardzo, ale nie dorosla…
impreza musiała być przednia :)
pajęczaki ty unikasz, a one nie unikają mnie ;), wyrabiam normę za pół społeczeństwa :)
Ułańska, warszawska fantazja! :)
Jacy to ułani, skoro szaleli na kwiecie polskiej motoryzacji ?:)
chyba wybiore sie na “Sen Kasandry”, chociaz nigdy wczesniej nie przepadalem za W.A., dopiero ostatnie jego filmy do mnie “przemawiaja”///
Ano właśnie na takich koniach mechanicznych dopiero znać prawdziwego ułana! Fiat bambino jest wszak maly, ale zwinny, zgrabny i pojemny! Do tego rasowe brzmienie i piękny zryw! A w nim dziesięciu chłopa z nocnej wracających wycieczki! Tacy są współcześni warszawscy ułani!
Wszyscy przeciez wiedza, ze fiat bambino jest z gumy:)
Nie tylko z gumy, ale i gumy pali na starcie :)