Wyzwanie dla wyobraźni
kwiecień 30, 2008 autor entelepentele

Znów sypnęło śniegiem. Słodkim jak płatki śniadaniowe. Dziwny ma zapach ten śnieg - dusząco kwiatowy i pudrowo cukierkowy. F., który ostatnio stawia na węch, jako na zmysł najbardziej wiarygodny, obwąchuje pnie i gałęzie oblepione białym mchem i otwiera ze zdziwienia oko jedno, a drugim patrzy na mnie, czy potwierdzę: - Tak, kochany, to taki wiosenny śnieg, wszak mamy kwiecień, a w kwietniu, wiadomo, się plecie…
W taki duszny od słodyczy wieczór wracałam ze spotkania z reżyserem Warlikowskim. Wracałam Czerniakowską, a wiatr nosił białe tabuny i kręcił wiry tuż nad stopami - jak w zamieci! I dumałam sobie nad tym, jak to być musi pięknie, gdy człowiek od losu dostaje taki bezwzględny talent. Ktoś umie śpiewać i śpiewa jak skowronek od dzieciństwa, a otoczenie się zachwyca i kieruje na właściwą ścieżkę, tak, by móc te 10% talentu wzmocnić 90% ciężkiej pracy. By na końcu tej ścieżki odnotować wielki sukces. Albo dzieciak rysuje namiętnie od urodzenia, rysuje pięknie, do utraty tchu - po to, by zostać architektem, który mówi o sobie: “Jestem wyzwaniem dla wyobraźni” i buduje domy sięgające dachami pięt Twardowskiego:) Albo nastolatek Krzysztof ze Szczecina, któremu miasto dało wszystko, właśnie dlatego, że nic nie dało - poza determinacją, by wyjechać w inne kraje, w inne światy, by te światy chłonąć, by tworzyć teatr… Taki talent to prawdziwy dar, niewielu go dostaje, reszta dostaje po trochu: odrobina słuchu muzycznego, umiejętność w miarę przyzwoitego narysowania kotka albo misia, brak ofiar na parkiecie podczas tańca (to naprawdę jest duża umiejętność!), minimum estetycznego gustu, szczypta talentu do słuchania i rozmowy, krztyna poczucia humoru - wszystko to pozwala żyć, ale jednocześnie nie pozwala na gwałtowne uniesienie, bo żaden z tych darów nie jest na tyle wielki, by go rozwijać do poziomu Teresy Salgueiro, Zahy Hadid, Krzysztofa Warlikowskiego… Pewnie, należy się cieszyć z tego, co się ma i nie martwić tym, czego się nie ma, ale jednak, gdy idzie się w środku takiego słodkiego deszczu, trudno się nie zastanowić, jakie to uczucie taki ogromny talent mieć? Czy jest się tego świadomym? Czy może wciąż ma się uczucie niedosytu, nieustającego kwestionowania? Ciągłą potrzebę podsycania? Strach, że się go straci - jak Maria Callas, która wciąż się bała, że straci głos - i go straciła? Dla jednych to pewnie odrzutowiec wprost do nieba, dla innych taki talent to przekleństwo…
To nie ja, to ten śnieg takie myśli wyzwala… Spotkanie z reżyserem bowiem było jak tysiące innych ze znaczącymi twórcami - niczego nowego się nie można dowiedzieć - raczej jedynie otrzeć się o wielką osobowość - pooddychać tym samym powietrzem:) Wcześniej nie widziałam Warlikowskiego na spotkaniu z widzami, dlatego przyjemnie było zobaczyć, że to człowiek z klasą, dla którego nie ma głupich pytań, każde jest istotne, jeśli nie dla tego, kto odpowiada, to na pewno dla tego, kto pyta. Nie wszyscy twórcy to wiedzą, zdążyłam się wielokrotnie o tym przekonać. Poza tym przez moment - wśród tych szczupłych, zachwyconych studentek, które patrzyły w reżysera jak w obraz, znów poczułam się jak na którymś z teatralnych festiwali, gdy siedząc na podłodze w dusznej sali i słuchając wypowiedzi Leszka Mądzika, zastanawiałam się: jak to jest mieć tak fenomenalny talent…



Bo cała sztuka bycia wielkim to nie być tego tak naprawdę świadomym swej wielkości… Dowód: skupienie na zadającym pytanie. Tę właściwość mają nieliczni:-)))
To musi byc jednak obezwladniajace uczucie taki ogromny talent - moze lepiej zyc w wieloutalentowaniu:) zawsze to bezpieczniej:)
talent…
trudny temat poruszylas :)
No wiem:)
śnieg, biały puch, dziewczynko, która fruwasz na ptaki rozmnożona, kim mi jesteś, kim jesteś? :)
Nie martw się entelepentele, kiedyś i my przyjdziemy na twoją wystawę poodychac tym samym powietrzem :) Mam nadzieję, że wtedy chociaż udzielisz nam pierszeństwa w wywiadach :)
A gdzie jest napisane, że się martwię?
:)
szczerze - to ja się nawet cieszę, bo - jak znam siebie - nie udźwignęlabym takiego talentu albo od razu rozmieniła go na drobne…
Co do wystawy - migocze na horyzoncie…
talent to troche wiara
wiara w siebie, nawet wiecej niz troche
pamietam taki fragment z wiersza sośnickiego: “mam zone, dziecko i talent, teraz nie moge byc nieostrozny” (cytat z pamieci, wiec moze nie byc dokladny)