Konstans
maj 10, 2008 autor entelepentele

W dzieciństwie nosiłam broszki z łopianu i kolczyki z wiśni. Chodziłam po płotach i zapuszczałam się w dzikie chaszcze w poszukiwaniu zardzewiałej puszki po groszku konserwowym, która zazwyczaj służyła za garnek w dziewczęcych zabawach w dom. Podglądaliśmy zwyczajowe przedwielkanocne świniobicie i dziadka uganiającego się za prosiakiem, a potem czekaliśmy na głuche łup, spadające nieubłaganie na kark wieprza. Osobiście odrywałam ze swojego kolana grube skorupy strupów tylko po to, by zobaczyć, co jest pod spodem - jeszcze świeże mięso czy już zasklepiona, lśniąca blizna… A bałam się jedynie węża pod łóżkiem, którego istnienie wmówiłam sobie po obejrzeniu jakiegoś filmu dla dorosłych. Wstanie w nocy do łazienki graniczyło z cudem i kilka razy o mało nie zakończyło się katastrofą…
Niewiele się zmienia, to już potwierdzone spostrzeżenie. Mlecz puchaty za uchem, broszka z kopru. Chodzę po ogrodzeniu piaskownicy i zapuszczam się w dzikie chaszcze w poszukiwaniu piłki. Podglądam bez zażenowania sąsiadów przez ich otwarte okna, a oni z kolei bez skrępowania obserwują mnie… Czasem jest to bardziej ekscytujące niż niejedno świniobicie:) Bez zmrużenia okiem przemywam skaleczony palec F., choć obiecałam solennie nie dotykać jego strupów in spe, które pojawią się przecież wraz z nauką jazdy na rowerze:) A filmów boję się nadal, koleżanka B. może zaświadczyć, że po obejrzeniu japońskiego “Kręgu” miałam problem z przejściem ciemnym korytarzem do kuchni, co o mało nie skończyło się płaczem…
Czyli konstans. Ale jakie wnioski? Czy się nie zmieniam? Czy rzeczywiście tak niewiele się zmieniam? Czy się wciąż zmieniam, ale jeszcze się nie zmieniłam? Czy zmieniłam się na zawsze w dzieciństwie, czy dzieciństwo mnie zmieniło…? Odpowiedź jest jedna - zbyt wiele alkoholu we krwi zmienia punkt widzenia…
(Żeby się tak w czyjś pępek zapatrzyć… Tak mówiłyśmy, A., pamiętasz?)



:Moim ideałem jest dojrzeć do dzieciństwa: Mistrz Schulz
Kolczyki z wiśni są wielce apetyczne i stylowe. A łopian, to już hu hu! ;)
Pamietam dlugie Polek rozmowy, gdy i w pepek chcialysmy patrzec i wygrazalysmy kazdemu, co nie spelnil naszych oczekiwan:) Dobre wspomnienia z dziecinstwa sa wazne, bo daja pare, ale czasem sa niedoscignionym wzorem emocji - trzeba uwazac moja droga, zeby nie przedobrzyc.
Calus w pepek:)
kolczyki z wiśni, niemal o nich zapomniałam :) i strupy na kolanach :), piękne to były czasy…
ciesze sie, ze Cie ‘poznalam’ wlasnie taka. niezmieniona.
:)
Po sobocie pewne rzecz widzę zdecydowanie jaśniej:) Zmieniam się i zmieniam bez końca, a wciąż nie dorastam do dzieciństwa:)
Merci, panie drogie!
Najpiękniejsze, co jest niezmienne to wspomnienie dzieciństwa. Świat idealny, rzeczywistość niepowtarzalna… przedmiot tęsknoty i westchnień, gdy jest nam źle.
Mialam dodac, ze mnie sie do tej pory zdarza zagladac pod strupy:) wciaz tak samo piecze…
A strupy mam, bo ucze sie jezdzic na rolkach!
niesamowite miejse.
przypadkiem :**
Tym milej, Panie Pe.
Bądźmy w kontakcie.
z przyjemnoscią :) :*