
Czy katastrofę coś jest w stanie zapowiedzieć? Niejaka cisza przed burzą, ale na wsi przeważnie jest cicho, jeno koguty pieją, a bociany klekoczą. Gdzieś w oddali piłują drzewo i dmuchawce starannie się rozsiewają. Nic nie przeszkadza, a jednak… Nie dostrzegłam pierwszych kroków cholernego przeziębienia, które rozsiadło się ciężko na piersi i zatamowało oddech. Za oknem szaleństwo maja, dzikie gorące wiatry i suche popołudnia, a ja w objęciach zapotniałych macek zapalenia gardła, w oparach kamfory, wziewnego antybiotyku i słodkich cukierków z witaminą. Padł na mnie numer w totolotku, ktoś wysoko obstawił, bym zamiast przeskakiwać strumienie i rozpalać ogniska, leżała pod kamieniem kołdry i patrzyła przez okno na feerię wiosennych kolorów, niczym Stasio w “Brzezinie”. Mam żal, doprawdy, mam żal do losu za tych straconych kilka dni, za uwięzienie i tęsknotę za przestrzenią łąki i pola, tęsknotę nieukojoną niczym, najlepszym nawet słowem i najczulej podaną herbatą…
Zresztą do tej chwili mam nieodparte odczucie, że licho nie śpi, nadal trzyma mnie za gardło i wstrząsa nieuzasadnionymi dreszczami, podcina nogi i każe bezinteresownie mdleć, gdy bożek Pan budzi się w ogrodach i owłosionym cielskiem wyciera ziemię i nakrywa się dla figla łopuchami… Chcę tam, do gąszczu, ku chrabąszczom i niedojrzałym śliwkom. Tam, gdzie zaatakować może wściekła, głodna osa, a nie podstępny wirus nienasyconej grypy… Tam, gdzie leżeć można, ale na barłogu z mchu i paproci, a nie na madejowym łożu wygniecionych poduszek…
Stop żalom. Czas na tabletkę.



z serii czarny humor: już lepsze kilka dni przeziębienia niż rak piersi, trzymaj się ciepło i pozdrawiam :)
Z pewnością. Mój żal nie jest ponad innymi żalami, jest mój własny i jako taki jest wielki:)
No nareszcie, chora ale juz w trybach bloga. bardzo dobrze, bardzo dobrze!
czerwiec tez jest piekny i nadaje sie na skoki przez strumienie:)
i jak nadrobic, gdy sie nie da… przyjac ze spokojem?
…piekne prace na flickr :)
czerwiec to miesiac stabilny, bedzie dobrze. zdrowia!! :))
Genialne prace, o tak! A już ta to w ogóle majstersztyk.
Bardzo się stęskniłam za Twoim pisaniem Moniko, dobrze, że już jesteś. (:
Moc ciepła i życzeń zdrowia przesyłam, jeszcze niejedna taka łąka przed Tobą, jeszcze nie jedno lato!
Rada Skem jest znakomita. Pomyśl o tym dosłownie i od razu będziesz w skowronkach.
Dużo zdrowia, a czerwiec też ma być pogodny.
Kochani, miło być znów wśród Was, serio, serio…
Do skowronków jeszcze mi daleko, ale z pościeli już wyszłam:)
To teraz jeszcze ze dwa kieliszeczki wódki z pieprzem i wszystko wróci do normy… :)
Ten pomysł, kolego, zdecydowanie przypadł mi do gustu…
Oj, jak niedobrze :( Slyszalam nie raz, ze organizm wlasnie wykorzystuje taki chwile relaksu, odpoczynku, by przeciwciala tez odetchnely i wtedy ciach – wirusy atakuja! Szkoda straszna, ze nie nasmakowalas sie tej przyrody, tak jak powinno byc. Zycze szybkiego powrotu do formy :)
wodka z pieprzem – coz za awangarda!